Uczeń czarnoksiężnika

Jako pierwszy film, o którym chciałbym napisać, wybrałem “Ucznia czarnoksiężnika” (The Sorcerer’s Apprentice). Uważam, że film jest naprawdę bardzo fajny. Prosty, przewidywalny ale nie nudny, są w nim ciekawe efekty specjalne ale film nie jest nimi przepełniony, no i aktor grający jedną z głównych ról. Mamy tu Nicolas’a Cage’a, który od kilku ładnych lat gra w każdym filmie praktycznie tak samo, ale ta gra mu wychodzi, przyciąga producentów i reżyserów, którzy chcą z nim pracować, a także widzów, którzy chcą go oglądać. Skoro mamy sprawdzony przepis, to po co go zmieniać?

Może spodziewałem się czegoś trochę lepszego, ale przede wszystkim zależało mi na tym, by obejrzeć film, który zapewni mi dobra, lekką i nie wymagającą wielkiego skupienia rozrywkę. Właśnie to dostałem. Było to do przewidzenia, kiedy mamy do czynienia z filmem ze studia Disney’a, wyprodukowanym przez Jerry’ego Bruckheimer’a i nakręconym przez ekipę odpowiedzialną między innymi za obie części “Skarbu narodów”.

Szału nie ma, ale jeśli szukacie przyjemnego filmu na wieczór z popcornem i kanapą to polecam. W skali od 1 do 10 dałbym mocne 6,5.