Indiana Jones

Jako że ostatnio nie ma za bardzo nic nowego do oglądania, a w najbliższym czasie do kina wybieram się dopiero w środę, to postanowiłem, że po odświeżam sobie różne kolekcje filmowe, które posiadam na DVD bądź Blu-ray. W weekend wybór padł na jedną z moich ulubionych trylogii, właściwie teraz już są cztery części ale ta ostatnia to dla mnie trochę odrębny twór. Mam na myśli serię o Indiana Jones’ie.

Są to filmy, które każdy, powtarzam każdy powinien znać. Odpowiedzialni za nie są dwaj panowie, którym nie tylko kinematografia zawdzięcza bardzo wiele, ale także cała ówczesna popkultura. Pierwszy z nich to pan Steven Spielberg, jeden z największych i najlepiej znanych reżyserów na świecie, któremu zawdzięczamy między innymi takie filmy jak “Szczęki”, “ET” czy “Szeregowiec Ryan”. Drugi to pan George Lucas, którego zdjęcie chyba każdy prawdziwy geek ma na domowym ołtarzyku, gdyż to on (jakby istniał ktoś kto tego nie wie) stworzył w swoim umyśle cały, wspaniały świat Gwiezdnych Wojen.

Wracając jednak do Indiany. Wszystkie cztery filmy opowiadają nam historię o znanym doktorze archeologii, łowcy artefaktów i można powiedzieć, że drobnym awanturniku, granym przez dobrze nam znanego Harrison’a Ford’a, ubranego w charakterystyczny kapelusz i zręcznie posługującego się biczem. Tak jak wspomniałem, są cztery filmy. W kolejności są to: “Poszukiwacze Zaginionej Arki”(1981), “Indiana Jones i Świątynia Zagłady”(1984) który wg chronologii serii jest prequelem części pierwszej, “Indiana Jones i Ostatnia Krucjata”(1989) oraz “Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki”(2008). Ostatnia część jest dość świeża, bo zawitała do kina 2 lata temu i nie ukrywam, że moim zdaniem jest to część najgorsza, co nie znaczy, że jest zła. Po prostu jest “mała” przepaść czasowa pomiędzy nią, a “pierwotną trylogią” co widać, między innymi przez zastosowanie nowoczesnych efektów specjalnych, które mimo wszystko nie rażą tak bardzo jak się spodziewałem, a właściwie obawiałem, kiedy szedłem na ten film do kina.

Moim zdaniem najlepsza jest część pierwsza. Jest to, choć można to tak naprawdę powiedzieć o każdej części serii, esencja kina przygodowego. Mamy tu, jak sama nazwa wskazuje, przygodę, akcję, tajemnicę, humor, czyli po prostu znakomitą rozrywkę. Mamy tu także bardzo dobre aktorstwo np postać głównego antagonisty Rene Belloq’a granego przez Paul’a Freeman’a (w ostatnich czasach mogliśmy go zobaczyć w brytyjskiej komedii “Hot Fuzz”) lub ukochaną Indiany, Marion Ravenwood graną przez Karen Allen (pojawia się znów w czwartej części serii).

Kolejną częścią, którą lubię najbardziej jest część trzecia, głownie przez to, iż gra tam genialny aktor Sean Connery, wcielający się w postać ojca głównego bohatera. Wnosi ona bardzo dużo humoru do filmu, przez co ogląda się go jeszcze przyjemniej. Później w moim prywatnym rankingu jest część druga i na końcu czwarta. Wszystkie one mają swój niesamowity klimat, sprawiający, że za każdym razem ogłada się je co raz przyjemniej. Przynajmniej ja tak mam.

Całość tworzy znakomitą rozrywkę dla całej rodziny, nawet dla tych jej najmłodszych członków. Ja sam oglądałem “Poszukiwaczy…” jak byłem małym chłopcem, miałem ich nagranych na kasecie VHS i bardzo często sobie ich puszczałem na video. Niewątpliwie jest to jedna z moich ulubionych filmowych serii – resztę postaram się tu niedługo opisać, a następna będzie po części związana z tą. Jeśli z jakichś powodów jeszcze jej nie widzieliście to koniecznie musicie to nadrobić, bo są to pozycje, które każdy miłośnik kina powinien znać.

Jeśli miałbym zastosować skalę ocen od 1 do 10 w odniesieniu do całości to byłoby to chyba naprawdę mocne 9. Jeśli chodzi o poszczególne filmy to wyglądałoby to tak:

– część I – 9

– część II – 8

– część III – 8,5

– część IV – 7

W latach 90-tych powstał również serial “Kroniki młodego Indiany Jones’a”, który kiedyś był emitowany w polskiej telewizji i wtedy go oglądałem. Był całkiem ciekawy. Daleko mu było do pierwowzoru, ale na pewno tworzy on miłe uzupełnienie do filmów.