Incepcja

Kiedy na początku sierpnia wyszedłem z kina po seansie filmu “Incepcja” pomyślałem sobie, że między innymi za takie obrazy kocham kino. Za magię jakiej mogę doświadczyć wlepiając swoje oczy w wielki ekran na kinowej sali. Ostatni film Christopher’a Nolan’a to pewnego rodzaju arcydzieło; sekwencje obrazów, które moim zdaniem na pewno zapiszą się w historii kina.

Słowa, które tu napiszę mogą być trochę nieobiektywne. Przyznam się do tego od razu, bo chcę być szczery z każdą osobą, która to przeczyta, abyście wiedzieli, że każde słowo które kiedykolwiek tu napiszę, będzie wyrazem moich pewnych uczuć względem tego, co oglądam. Czasem będę coś chwalić, a czasem mogę na tym nie pozostawiać suchej nitki, bo ja nie piszę tego wszystkiego dla siebie, piszę to dla Was, aby Was do oglądania zachęcić lub być osobą, która w porę ostrzeże Was przed totalną stratą czasu. Ale do czego miałem się przyznać? Moje wyznanie jest takie: cześć, mam na imię Jasiek i jestem fanem Christopher’a Nolan’a.

Pamiętacie taki film jak “Memento” (2000)? Mogliśmy tam oglądać takich aktorów jak Guy Pearce (“Wechikuł Czasu”) czy Carrie-Anne    Moss i Joe Patoliano (znani miedzy innymi z kultowego już filmu “Matrix”). Był to pierwszy film Nolan’a w Hollywood, który otworzył mu drzwi do wielkiej kariery. Szczerze mówiąc, nie przypadł mi on do gustu. Był dla mnie zbyt pokręcony i nie do końca zrozumiany. Ale może byłem wtedy po prostu za młody na niego.

Później, światło dzienne ujrzało kolejne dziecko Nolan’a – “Bezsenność” (2002). Jest to remake norweskiego filmu o takim samym tytule. No i to już zrobiło na mnie na prawdę spore wrażenie. Powrócił Al Pacino w znakomitej formie oraz Robin Williams, którego długo nie mieliśmy chyba okazji oglądać w czymś innym, niż komedii. Jeśli ktoś nie widział, to gorąco polecam!

Następne jego filmy to już okres ostatnich pięciu lat i są one już raczej znane większej ilości widzów. Najpierw wszedł do kin “Batman Początek”, restart serii filmów o zamaskowanym mścicielu, walczącym ze światem przestępczym miasta Gotham. Fani postaci Batmana (bardziej ci komiksowi fani) długo czekali na taki film (głównie po dwóch ostatnich klapach w reżyserii Joel’a Schumacher’a). Ja na pewno. Przez następne 3 lata uważałem, że to chyba najlepszy Batman, ale o tym co zmieniło moje zdanie, za chwilę.

Kolej na “Prestiż” z rewelacyjnymi kreacjami Christian’a Bale’a i Sir Michael’a Cane’a znanych z “Batman Początek” oraz Hugh Jackman’a. Bardzo fajny film o sztuce iluzji, miłości, zdradzie. Nie widzieliście? Obejrzyjcie koniecznie, a najlepiej również bardzo podobnego, jeśli chodzi o tematykę, “Iluzjonistę” z Edwardem Nortonem.

Rok 2008 przyniósł film, na który czekałem bardzo długo i który to właśnie zmienił moje zdanie o najlepszym Batmanie. “Mroczny Rycerz” to moim zdaniem jeden z tych filmów, podczas oglądania których, nie chciałem aby się skończyły. Powrót wspaniałego Bale’a w roli Człowieka-Nietoperza, no i oczywiście ta sławna genialna kreacja Heath’a Ledger’a jako Jokera. Może macie inne zdanie, ale dla mnie to arcydzieło! W samym kinie byłem na nim cztery razy, a ilości seansów DVD czy Blu-ray przed telewizorem nie jestem w stanie zliczyć. Po tym, Nolan otrzymał ode mnie etykietkę jednego z najlepszych reżyserów nowego pokolenia, dlatego z niecierpliwością czekałem na jego najnowszy film, który mogliśmy oglądać w lecie tego roku.

W “Incepcji” w głównych rolach możemy zobaczyć między innymi Leonardo DiCaprio i Ellen Page (“Juno”). Główny bohater ma dość nietypowy fach, który polega na wykradaniu informacji z ludzkich umysłów podczas snu. Dość niecodzienny pomysł, prawda? A słowo “pomysł” jest dość kluczowe dla dalszego rozwoju filmu. Jego bohater zostaje zwerbowany aby w umyśle pewnej osoby zaszczepić pewną myśl, ideę, czyli tytułową incepcję. A wszystko to by móc znów ujrzeć swoją rodzinę. Dalej już nic nie zdradzę, by nie psuć rozrywki tym, co filmu nie widzieli.

Co sprawiło, że uważam ten film za dobry i godny polecenia? Trzech bardzo ważnych i znających się na swojej robocie ludzi. Oczywiście osoba reżysera. Dla mnie samo to nazwisko jest wystarczającą rekomendacją (powody opisałem wcześniej). Ale co dalej? Nie ukrywam, że kolejne ważne nazwisko to Leonardo DiCaprio. Ci, którzy uważają go za złego aktora, chyba widzieli jedynie (moim zdaniem najgorszy w jego karierze) film “Titanic”. Otóż posłuchajcie, DiCaprio świetnym aktorem jest i był, a jeśli nie wierzycie to obejrzyjcie najpierw jego starsze filmy, w których był jeszcze bardzo młody, zanim stał się idolem nastolatek. W szczególności polecam “Co Gryzie Gilberta Grape’a” (1993) czy “Przetrwać w Nowym Jorku” (1995). Od 2000 roku nie widziałem z nim ani jednego złego filmu. Albo inaczej, ani jednej jego złej roli. Kto kryje się pod kolejnym nazwiskiem? Osoba, której zasługi dla filmów z ostatnich 20-30 lat trudno zliczyć. Ktoś, bez kogo wiele arcydzieł kinematografii nie sprawiałoby nam tak wielkiej przyjemności podczas oglądania. Bo co jest takiego ważnego filmie, poza obrazem i dialogami? Oczywiście muzyka. A w “Incepcji” odpowiadał za nią Wielki i niesamowity Hans Zimmer. Muzyka w tym filmie jest niesamowita. Idealnie oddaje nam klimat scen, które oglądamy, pozwala nam wczuć się w sytuację bohaterów, buduje niesamowite napięcie i sprawia, że przeżywamy wszystko co widzimy na ekranie. Te trzy nazwiska sprawiły, że w chwili gdy będziecie czytać ten tekst, wydanie filmu na Blu-ray będzie już stać na mojej półce i czekać na idealny wieczór z popcornem.

No właśnie, 7 grudnia film pojawia się u nas na rynku DVD i Blu-ray, więc jeśli jeszcze go nie widzieliście to zachęcam do kupna, bądź wypożyczenia i obejrzenia sobie w chwili gdy będziecie mieć wolne dwie i pół godziny. Przesłuchajcie również wspomnianą przeze mnie ścieżkę dźwiękową. Ciężko jest pisać o tym filmie bez zdradzania szczegółów fabuły, dlatego mam nadzieję, że jakoś Was do niego zachęciłem. Dodam jeszcze jest on czystą magią. Takie filmy przywracają mi wiarę, że kino nadal potrafi dawać nam coś co posiada i wspaniałe efekty specjalne i ciekawą fabułę jednocześnie. Po wyjściu z kina pojawiła się u mnie jeszcze jedna myśl: chcę już kolejną część Batmana (“The Dark Knight Rises” ukaże się w kinach w lato 2012)! Myśl ta nie daje mi spokoju, zupełnie jakby ktoś zaszczepił ją w moim umyśle.

PS: Ostatnia scena filmu zrobiła na mnie naprawdę spore wrażenie i to miedzy innymi za coś takiego uwielbiam Christopher’a Nolan’a.