Rok 2010 w polskich kinach

Powoli zbliżamy się do końca roku kalendarzowego, co jest okresem dość ważnym w świecie filmowym. Po pierwsze zaczynają się gale wręczania nagród filmowych (Satelity, Złote Globy), które są “wstępem” do najważniejszego wydarzenia w każdego roku, czyli Nagród Akademii Filmowej – Oscarów. Kto je otrzyma dowiemy się 25 marca. Osobiście oglądam galę nieprzerwanie od jakichś 12 lat i pomimo spadającego z roku na rok poziomu show, to zawsze czekam na ten wieczór (u nas noc) z małymi wypiekami na twarzy. Koniec roku jest ważny jeszcze z dwóch innych powodów. Wielkie studia filmowe wprowadzają do kin swoje największe hity zawsze w okresie wakacji oraz w okresie Świąt Bożego Narodzenia, choć w tym roku (tak jak i w poprzednim) publiczność wyczekuje głównie jednego tytułu, ale o nim później. Ostatnią rzeczą jaka charakteryzuje koniec grudnia jest to, iż pojawia się wiele tekstów podsumowujących mijający rok filmowy. W przypadku My21.pl nie mogło być inaczej, dodatkowo co rok, czytając takiego rodzaju teksty robię swoje własne podsumowanie, dlatego w tym roku zostanie ono spisane i właśnie macie okazje to przeczytać. Zapraszam więc do czytania “kilku” słów o tym, co mogliśmy zobaczyć na ekranach kin w minionych dwunastu miesiącach.

Wspomniałem, że w zeszłym roku czekaliśmy głównie na jeden film. Na pewno nie trudno się domyśleć o jaki film chodzi. Oczywiście, o “Avatar” Jamesa Camerona. Opowieść o rasie Na’vi zamieszującą planetę Pandora, była tak wyczekiwanym obrazem, nie tylko dlatego, iż Cameron swój poprzedni film “Titanic” zrobił 12 lat temu i w miedzy czasie nie dał nam czym cieszyć oczu (poza różnego rodzaju programami naukowymi o życiu w ocenach), ale głównie dlatego, że jest to pierwszy w historii film fabularny zrobiony w całości w technologii 3D. Reżyser długo czekał na zrealizowanie swojej wizji, gdyż przez wiele lat technika nie pozawalała na stworzenie zadowalającego go efektu. Dlaczego wspominać o filmie z zeszłego roku skoro to podsumowanie tego bieżącego? Otóż “Avatar” wszedł na ekrany polskich kin w drugiej połowie grudnia i tak naprawdę przez pierwszy okres 2010 był on najbardziej pożądanym i najczęściej oglądanym filmem w kinach. Jest on ważny także z innego powodu; rozpoczął on lawinę produkcji powstałych w technologii 3D, czego efekt mogliśmy zobaczyć prawie w każdym miesiącu mijającego roku. Ale czy te filmu dorównywały “Avatarowi”? Cóż, może o tym napiszę opisując pojedyncze przykłady, ale to nie wszystko na raz.

“Avatar” oglądałem jeszcze w grudniu, a styczeń zaprezentował film, na który również długo czekałem. Mowa o ostatnim dziele brytyjskiego reżysera Guy’a Ritchiego, “Sherlock Holmes” z Robertem Downey Jr. w roli tytułowej. To między innymi te dwie postacie, czyli reżyser i główny aktor sprawiły, iż na ten film czekałem odkąd usłyszałem, że powstanie. No i było warto. Świeże spojrzenie na najsławniejszego detektywa świata, ze sporą dawką humoru, no i bardzo dobra gra aktorska. Teraz czekam na drugą część, która ma się ukazać w kinach w grudniu przyszłego roku. Jeśli nie oglądaliście jeszcze tego filmu, to może zachęcę was tym, że reżyser po rozwodzie z Madonną powrócił do formy twórczej, co z resztą udowodnił już swoim poprzednim filmem – “RocknRolla”.

W styczniu kina nie zapomniały również o swoich najmłodszych widzach i ich rodzicach, wprowadzając na swoje ekrany między innymi “Planetę 51”, “Księżniczkę i żabę” czy “Alvina i Wiewórki 2”. W naszych kinach zagościł również musical “Dziewięć” w reżyserii Roba Marshalla, który w wakacje zaprezentuje nam czwartą część “Piratów z Karaibów” oraz “Nostalgia anioła”, czyli film Petera Jacksona – tak, to ten, który stworzył trylogię “Władcy Pierścieni”, a teraz zabrał się za ekranizację “Hobbita”. Jeśli oglądaliście np “Mrocznego Rycerza” Nolana, to pamiętacie postać Jokera, genialnie zagraną przez Heatha Ledgera. Sam aktor niestety zmarł i nie było mu dane oglądać jak bardzo widzowie z całego świata podziwiali jego kreację oraz tego jak mocno wyczekiwali najnowszego filmu z jego udziałem. Filmu, którego niestety nie ukończył. Mowa o “Parnassus” w reżyserii Terry’ego Gilliam’a, znanego z takich filmów jak “12 małp”, “Las Vegas parano” czy też z bycia członkiem legendarnej grupy Monty Pythona. Ledger zmarł zanim ukończył zdjęcia do filmu, przez pewien czas los projektu był niepewny, myślano nawet o zawieszeniu realizacji. Jednak reżyser dokonał takich zmian w scenariuszu, by można było film dokończyć i w efekcie końcowym możemy zobaczyć, że główną rolę poza Ledgerem grają także Johnny Depp, Colin Farrell i Jude Law. Mnie on odrobinę zawiódł, choć bardzo przypomina klimatem poprzednie produkcje Gilliam’a, więc myślę, że pozycja obowiązkowa do dodania na listę tego, co trzeba zobaczyć. Styczniowe premiery zamknę rodzimą produkcją Patryka Vegi – “Ciacho”. Ileż ja się nasłuchałem i naczytałem negatywnych opinii o tym filmie; że jest głupi, że jest bez sensu. Wydaję mi się, że…on właśnie taki miał być. Przepełniony jest absurdem, czasem może nawet “debilizmem”, ale dzięki temu jest oryginalny. Dawno nie widziałem takiego filmu, który powstał by w kraju nad Wisłą; bądźmy szczerzy, że w ostatnich latach produkuje się w Polsce głównie offowe dramaty (nota bene na wysokim poziomie) lub komedie romantyczne, których to poziom często pozostawia wiele do życzenia. W “Ciachu” mamy same ówczesne gwiazdy polskiego kina (skład w sumie ten sam co w każdej komedii romantycznej), które jednak pokazują nam ciekawy humor, który mi osobiście bardzo odpowiadał. Jest to idealny film na tzw “zresetowanie się” po ciężkim tygodniu.

Przejdźmy do tego tego, co mogliśmy obejrzeć w lutym. Chciałbym zwrócić uwagę na cztery filmy, a pierwszym z nich jest “Autor widmo” Romana Polańskiego. O filmie było głośno głównie za sprawą aresztowania reżysera, a później umieszczenia go w areszcie domowym, we wrześniu 2009 roku. Mimo skandalu film otworzył Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie, na którym miał swoją premierę i został bardzo dobrze przyjęty. Ja może oczekiwałem czegoś trochę innego, niemniej jednak jest to film godny polecenia. Kolejnym filmem, który mogliśmy obejrzeć w lutym jest “W chmurach” z Georgem Clooney’em. Jeden z największych przegranych tegorocznych Oscarów – 6 nominacji, żadnej statuetki. Jeszcze kilka słów o pewnym polskim filmie – najnowszej produkcji Juliusza Machulskiego pt “Kołysanka”. Czarna komedia o rodzinie wampirów zamieszkującej małą wieś na Mazurach. Dawno się tak nie uśmiałem w kinie na polskim filmie –  ostatni raz chyba na “Testosteronie”. Naprawdę bardzo fajna komedia, na której można się znakomicie bawić i to nawet całą rodziną. Machulski w formie. Mamy jeszcze “Wilkołaka”, ale szczerze? Ładny zwiastun, dobra obsada, sam film mocno średni. Jeśli ktoś nie widział, to nie musi nadrabiać.

Marzec. Dwa filmy i jeden z nich w tym tak popularnym w tym roku 3D. “Alicja w krainie czarów” Butrona i “Wyspa tajemnic” Scorsese. W tym pierwszym oczywiście zobaczymy Johnny Depp’a w roli Kapelusznika i muszę powiedzieć, że był to jeden z moim zdaniem dwóch plusów tego filmu. Drugi to taki, że wizualnie jest on piękny. Jeśli podobały się wam kolory i świat stworzony w “Charlie i fabryka czekolady” to “Alicja…” na pewno sprosta waszym gustom. Niestety ogromnym minusem jest tu efekt 3D. Nie jest to film, tak jak w przypadku “Avatara”, nakręcony w tej technice, lecz jedynie do niej prze konwertowany przez co efekt jest dość marny. Ja generalnie nie jestem zwolennikiem tej technologii; jedynym filmem który mi się w niej podobał był właśnie “Avatar”, męczy ona oczy i kolory nie są tak żywe. Jeśli jeszcze nie widzieliście ostatniego filmu Burtona to, jeśli macie możliwość obejrzeć go na Blu-ray na dużym telewizorze w Full HD – zróbcie to! Kolory o wiele lepsze, oczy mogą się skupić na oglądaniu, no i nie macie na sobie tych niewygodnych okularów. “Avatar” też mi się wizualnie o wiele bardziej podobał na Blu-ray – oczywiście dobrze zrobione 3D to fajne przeżycie ale ja jednak wolę tradycyjne 2D, za to w 1080p. W marcu jak w garncu, więc prócz magicznej krainy czarów, dostaliśmy również szpital dla obłąkanych przestępców na tajemniczej wyspie, z Leonardo DiCaprio w roli głównej. Scorsese nadal w dobrej formie. Film dość ciężki, ale naprawdę dobry. Współpraca reżysera z aktorem, z filmu na film przynosi co raz lepsze rezultaty, przez co to moim zdaniem jeden z najlepszych duetów mijającej dekady.

Kwiecień. Powoli kończy nam się zima i robi się cieplej i w kinach też już co raz mniej przygnębiająco; dwie animacje, komedia, remake i dwie adaptacje komiksów. “Jak wytresować smoka”, czyli nowość ze stajni Dreamworks (oczywiście w 3D) oraz “Fantastyczny Pan Lis” – ekranizacja książki Roalda Dahla pod tym samym tytułem. O ile pierwszego filmu nie widziałem, o tyle drugi to rewelacyjna animacja w starym, kukiełkowym stylu, godna polecenia każdemu. Szczególnie rodzicom, który chcieliby aby ich pociechy oglądały także jakieś bajki z morałem, a nie tylko durne “komedyjki” wchodzące masowo na ekrany kin. Kupcie koniecznie i obejrzyjcie sobie w niedzielne popołudnie, np w drugi dzień zbliżających się Świąt. W kwietniu mogliśmy zobaczyć także “Co nas kręci, co nas podnieca” (tego tłumaczenia chyba nigdy nie wybaczę dystrybutorowi), który jest ostatnim (nie napiszę najnowszym, bo od tamtego czasu powstał już kolejny, a następny jest już w produkcji) film Woody’ego Allen’a. Mój mistrz, ulubiony reżyser, którego filmy oglądam już od wielu lat. Nie ma co się rozpisywać, więc napiszę tylko, że jeśli lubicie jego starsze filmy, a ostatnie nie przypadły wam do gusty, to po ten musicie sięgnąć. Allen w starym stylu. Warto! “Starcie Tytanów” to remake klasycznego już filmu z 1981 roku o Perseuszu, który sprzeciwił się bogom. I znów…słabe 3D. Ale to takie naprawdę słabe. Sam film też niczym nie zachwyca. Chociaż na wiosnę mają ruszyć zdjęcia do drugiej części i twórcy obiecali poprawę. Zobaczymy co wyjdzie z tych obietnic. Doszliśmy do tych dwóch adaptacji komiksów – “Kick-Ass” i “Iron Man 2”. Ta pierwsza to opowieść o chłopaku, który jako fan komiksowych superbohaterów dziwi się, że nigdy nikt nie bierze spraw we własne ręce w walce z przestępcami i sam postanawia założyć maskę i sprzeciwić się nieprawości. Akcja, humor, dobre kino bez masy niepotrzebnych efektów specjalnych, to to co ten film charakteryzuje i sprawie, że naprawdę przyjemnie się go ogłada. Co do “Iron Man 2” to każdy kto widział pierwszą część będzie zadowolony z tego co zobaczy. Robert Downey Jr. znów czuje się jak ryba w wodzie w roli Tony’ego Starka, mamy więcej efektów, wybuchów i humoru. Ja bawiłem się na tym filmie wyśmienicie w kinie oraz na kanapie przed telewizorem. Czekam na trzecią część, której niestety nie wyreżyseruje już Jon Fevreau, przez jakąś sprzeczkę z Marvel Studios. Ale kto wie, może jak już zobaczymy w kinach “Thora” oraz “The Avengers” i rozpoczną się prace nad “Iron Man 3” to nowy reżyser zrobi dobry film.

Majówki, grille nad wodą, pikniki, słońce, znajomi i odpoczynek. Jednak jeśli ktoś woli sobie coś obejrzeć to w miesiącu maju mógł obejrzeć dwa, moim zdaniem wyczekiwane filmy; jeden zawiódł, drugi bardzo pozytywnie zaskoczył. “Robin Hood”, którego wyreżyserował Ridley Scott, a rolę tytułową zagrał Russel Crowe to kolejny film dwóch panów, po pamiętnym i znakomitym, nagrodzonym prestiżowymi statuetkami, “Gladiatorze”. Nie sposób było się wyzbyć porównań tych filmów i muszę szczerze powiedzieć, że oglądając najnowszą wersję przygód banity z Sherwood miałem właśnie wrażenie jakbym oglądał Maximussa biegającego po średniowiecznych lasach. Film miejscami jest naprawdę nudy, przewidywalny, dialogi moim zdaniem też nie zachwycają. Jest na pewno inny od opowieści o Robinie jakie znamy do tej pory. Historia opowiedziana w inny sposób to jednak za mało by dać wysoka notę. No co to za Robin Hood, który przez cały film 3 razy z łuku strzela?  Jeśli ktoś chcę zobaczyć Crowe’a biegającego z mieczem i walczącego z “tymi złymi” to niech włączy sobie “Gladiatora” – dużo lepszy i nawet za którymś razem się nie nudzi. Natomiast “Książę Persji: Piaski Czasu” to coś, co mnie naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczyło. Spodziewałem się jedynie niezłych efektów, ale nic więcej, bardziej nudnego jak flaki z olejem filmu, w którym nie będzie nic niezwykłego, poza urodą Gemmy Arterton. A tu proszę, adaptacja serii gier okazała się bardzo dobrym, porządnie zrealizowanym filmem przygodowym, pełnym akcji i naprawdę dobrego humoru, a klimatem nawiązującym trochę do serii o “Piratach z Karaibów”. Cudowne uczucie, kiedy można się tak pozytywnie zaskoczyć. Film jest już oczywiście dostępny na rynku DVD/Blu-ray więc kto nie widział, to marsz do sklepu lub wypożyczalni. Dobry na zimowe wieczory kiedy możemy poczuć się rozgrzani widokiem słońca i pustynnego piasku.

Czas na czerwiec, czyli wstęp do okres wakacyjnego, a otworzyły nam go takie filmy jak “Toy Story 3”, “Green Zone”, “Drużyna A” czy “Saga Zmierzch: Zaćmienie”. O ostatnim nie będę się wypowiadać, gdyż nie jestem fanem serii tych filmów o “wampirach” więc nie oglądałem. ”Toy Story 3” (kolejny film w 3D) jest bardzo udaną kontynuacją znanego wszystkim przeboju z 1995 roku, który to był pierwszym filmem zrobionym w pełni komputerowo. Klasyka. “Green Zone” to taki trochę Jason Bourne na wojnie w Iraku. Oczywiście jest to żartobliwe porównanie, wywołane osobą głównego aktora oraz reżysera, którzy wcześniej zrobili wspólnie dwa filmy o szpiegu, który próbował w pełni odzyskać swoją tożsamości i wspomnienia. Dobry film, może nie ma tak takiej akcji jak w tych o Bournie ale raczej się na nim nie wynudzicie. Z czerwcowych premier została jeszcze “Drużyna A” czyli kinowa wersja serialu popularnego w latach 80-tych. I tu również pozytywne zaskoczenie tak jak w przypadku “Księcia Persji” gdyż, współczesna wersja przygód żołnierzy pomagających ludziom w potrzebie, to fajna akcja ze sporą nutą komedii, która zadowoli nawet zagorzałych fanów serialu.

Przyszły wakacje, w które to chyba najczęściej chodzi się do kina. Lipiec  to okres takich filmów jak “Shrek Forever” (3D) o wiele lepszy od części trzeciej, która to była moim zdaniem kompletnym niewypałem; “Wybuchowa para” z Tomem Cruisem i Cameron Diaz, który mi przypominał “Pan i Pani Smith” czy “Pan i Pani Killer” (oryginalny tytuł to “The Killers”); “Predators”, którym fani Predatora się bardzo rozczarują; “Uczeń czarnoksiężnika” – bardzo ciekawy Dinseyowski film, z humorem i rozrywką, więc myślę że wielu się spodoba; i na koniec “Incepcja” Christophera Nolan’a opisywana na My.21 dwa numery temu. Sierpień to również filmy akcji, komedie i animacje. Z tych ostatnich warto wspomnieć o “Jak ukraść księżyc” którego ja osobiście nie oglądałem ale słyszałem o nim bardzo wiele pochlebnych opinii, zwłaszcza o oryginalnej wersji językowej. Na pewno w najbliższym czasie się skuszę. Z komedii pojawiły się między innymi “Tak to się robi” z Jennifer Aniston; całkiem fajny, francuski “Heartbreaker: Licencja na uwodzenie” oraz “Duże dzieci” z Adamem Sandlerem. Polecam również (mimo że nie jestem fanem takich filmów) “Step Up 3D”, choć zdecydowanie w wersji 2D. Widziałem dwie poprzednie części, z czego pierwsza była bardzo słaba, druga za to bardzo fajna, a trzecia jest czymś pomiędzy nimi: tańczą bardzo fajnie ale sam film od strony fabuły, dialogów i aktorów jest dość kiepski. Mieliśmy również dwa filmy akcji. Pierwszy to “Salt” z Angelina Jolie. Powinna ona chyba już skupić się głównie na wychowywaniu dzieci, a granie w filmach pozostawić Bradowi Pittowi, gdyż z filmu na film wychodzi jej to co raz gorzej i nawet jej uroda nie wynagradza tych straconych minut. W “Salt” możemy również zobaczyć Daniela Olbrychskiego ale nie zaprezentował on nic specjalnego, – ja nigdy nie uważałem go za wybitnego aktora. No dobrze, zakończmy ten miesiąc filmem akcji przez duże “A”. Mowa oczywiście o “Niezniszczalnych” w reżyserii Sylvester’a Stallone’a. Nie jest to film wybitny, ale nie taki miał być. Miał to być moim zdaniem hołd wielkim gwiazdom kina akcji lat 80-tych i 90-tych. Możemy tu zobaczyć takich jak wspomniany Stallone, Mickey Rourke, Arnold Schwarzenegger, Dolph Lundgren czy Bruce Willis. Mówiąc krótko, jest to męskie kino, w którym możemy zobaczyć dużo strzelania, Gwiazdy z dawnych lat, strzelanie, współczesnych aktorów kina akcji i jeszcze więcej strzelania. Panowie, jak wasze panie wyjdą z domów, zwołajcie kumpli, zgarnijcie piwo i zasiądźcie przez telewizorem wraz z “Niezniszczalnymi”.

Wrzesień i październik przyniosły nam “Karate Kid” w którym gra Jackie Chan i który jest remakiem filmu z 1984 roku o tym samym tytule; “Ostatni władca wiatru” (3D) długo oczekiwany film ale podobno efekt trójwymiaru wszystko zepsuł; “The Doors: historia nieopowiedziana” dokument o kilku latach z działalności legendarnej grupy, której ja osobiście fanem nie jestem. Podobno dobry, choć tym co nie lubią filmów dokumentalnych polecam obejrzeć film Oliver’a Stone’a z 1991 roku, zatytułowany po prostu “The Doors”. Kolejny remake to “Zły porucznik” Hernera Herzoga z Nicolasem Cagem, który nieco inny od oryginału z 1992 roku ale nie jest zły. Wrzesień zamknę “Resident Evil: Afterlife” (film w 3D ale ja widziałem tylko pierwszą część serii więc nie mogę się wypowiedzieć) oraz drugą część klasycznego już filmu Oliver’a Stone’a – “Wall Street: Pieniądz nie śpi”. Jeśli chcecie się dowiedzieć o nim czegoś więcej to jakiś czas temu napisałem u siebie na blogu jego recenzję. W październiku mieliśmy “Jedz, módl się, kochaj” z Jullia Roberts, “Moon” z nagrodzoną rolą Sama Rockwell’a; “Pirania 3D” (nie oglądajcie tego); polskie “Śluby panieńskie”; “Piła VII 3D” (widziałem tylko “Piłę I”); “Legendy sowiego królestwa: Strażnicy Ga’Hoole” który podobno jest bardzo ładną baśnią, polecaną do oglądania w Full HD – mnie nie zainteresowało ale może kogoś tak. Na koniec  tego miesiąca zostawiłem coś, co widziałem i bardzo mi się podobało. Najnowsze dzieło Davida Finchera (reżysera między innymi “Siedem” czy “Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”), opowieść o Marku Zuckenbergu, założycielu Facebook’a, czyli “The Social Network”. Z pełną odpowiedzialnością mogę ten film polecić. Oczywiście jest on “gadany”, nie ma w nim wartkiej akcji, ale jaki może być film o aspołecznym geniuszu, który swój wolny czas spędza na siedzeniu przed komputerem i pisaniu nowych wierszy kodu? Nie wiem jak film odzwierciedla prawdziwą historię, bo nigdy się  w nią nie zagłębiałem, ale jest on bardzo ciekawy i naprawdę ogłada się go bez nieustannego patrzenia na zegarek. Miłym zaskoczeniem był poziom gry aktorskiej Justina Timberlake’a, który zagrał Sean’a Parker’a – założyciela Napstera. “The Social Network” i David Fincher aktualnie zgarniają co raz więcej nagród, torując sobie tym drogę do zgarnięcia jak największej ilości statuetek Oscara, czego im bardzo życzę, bo uważam, że sobie na to zasłużyli.

Przyszedł listopad, a z nim zima. A kiedy zimno, to najlepiej usiąść w cieple i np obejrzeć jakiś film. W kinach do zobaczenia był “Amerykanin”; polski film “Skrzydlate świnie” z Pawłem Małaszyńskim; “Harry Potter i Insygnia Śmierci cz. I” oraz najnowszy film Roberta Rodrigueza “Maczeta”. Nie przepadam za jego filmami (zdecydowanie bardziej wolę twórczość Quentina Tarantino) ale podobno ci co je lubią, wychodzili z kina usatysfakcjonowani. W listopadzie byłem w kinie tylko raz, na filmie “Zanim odejdą wody”. Oglądaliście i podobał się wam zeszłoroczny “Kac Vegas”? Ten film również przypadnie wam do gustu.

Przyszedł czas na bieżący miesiąc. Mroźny ale mający kilka tytułów z czego jeden naprawdę Duży. Ci, którzy lubią “mocne” kino zapewne już wybrali się do kin na “Jackass 3D”. Trzecia część kinowej wersji popularnego programu telewizyjnego, w którym grupa ludzi robi rzeczy, które nie przyszłyby na myśl nam, zwykłym i zdrowym na umyśle śmiertelnikom. Z czystej ciekawości zobaczę, ale chyba dopiero po wyjściu tego tytułu na rynek DVD/Blu-ray. Grudzień mamy generalnie wypełniony kontynuacjami. “Poznaj naszą rodzinkę” to kolejna część (po “Poznaj moich rodziców”) bardzo fajnej komedii “Poznaj mojego tatę” z Benem Stillerem i Robertem De Niro. Na pewno się na nią przejdę gdyż obydwie poprzednie części przypadły mi do gustu. Kolejne dwa filmy to coś dla młodszych widzów. Pierwszy to “Artur i Minimki 3: Dwa Światy” ze stajni Luca Bessona, a drugi to “Opowieści z Narnii: Podróż Wędrowca do Świtu” – trzecia już część “Opowieści z Narnii” i jako że trzecia, to nie mogło w niej zabraknąć 3D. Niestety, mnie to odstrasza, chociaż jeśli film będzie u nas w kinach nie tylko w wersji z dubbingiem, ale także z napisami, to kto wie, może obejrzę.

No i na koniec miesiąca, wyjątkowy smaczek. Coś na co czekam od ponad roku, podobnie jak rok temu czekałem na “Avatar”. Film który będzie kolejnym sporym krokiem w dziedzinie efektów specjalnych (tym razem chodzi o 3D) podobnie jak jego pierwsza część z  1982 roku. Mowa oczywiście o “TRON Dziedzictwo”. Film ze stajni Disney’a którego pierwsza część zmieniła oblicze efektów specjalnych w kinie, szykuje nam prawdziwą bombę, coś co spowoduje wielkie “wow!”, po czym będziemy wychodzić z seansu z zachwytem. Mam nadzieję, że twórcy efektów specjalnych i 3D wyciągnęli lekcję z trójwymiarowych porażek minionego roku oraz zabrali się za to jak twórcy “Avatara” i po tym co obaczymy w kinie będziemy mówić o tym filmie bardzo długo. Ja wybieram się na niego na początku stycznia do kina IMAX.

Podsumowując, to był całkiem udany rok. Było w nim wiele ciekawych tytułów, ale również sporo kiepskich. No cóż, tak jak we wszystkim, tak i w kinie musi istnieć równowaga. Oczywiście to, co opisałem to tylko garstka tego co mogliśmy zobaczyć na ekranach w tym roku, bo było tego o wiele więcej, mam jednak nadzieję, że wspomniałem o tym co było najpopularniejsze, najchętniej oglądane lub według wielu najlepsze. Mam nadzieję, że jeśli czegoś nie oglądaliście to was do tego zachęciłem lub krytyką sprawiłem, że obejrzycie co innego. Oczywiście każdy ma inny gust, każdy lub innych aktorów, reżyserów czy gatunki filmowe i to jest takie piękne w kinie, że każdy ma spośród czego wybierać i czym się zachwycać. Życzę wam wszystkim udanych Świąt, dobrej zabawy w Sylwestra i przede wszystkim udanego roku 2011, byście wszyscy mieli zadowolone i dopieszczone gusta filmowe i po każdym obejrzanym filmie wychodzili z kina zadowoleni, bo szykuje się nam naprawdę wiele ciekawych produkcji!