Buried

Witam wszystkich w nowym 2011 roku! Mam nadzieję, że okres Świąt upłynął wam spokojnie i syto, a Sylwester hucznie i wesoło. Tak, wiem, na początku stycznia miała być recenzja “TRON: Dziedzictwo” jednak z pewnych przyczyn idę na seans dopiero w czwartek, ale za to w przyszłym tygodniu na pewno o nim przeczytacie. Dziś natomiast kilka słów o filmie, który wszedł do naszych kin pod koniec listopada (już) ubiegłego roku, a mowa o Pogrzebanym (Buried) z Rayanem Reynoldsem w roli tytułowej. Aktor, w ostatnim okresie co raz bardziej popularny (w tym roku zobaczymy go w adaptacji komiksu Zielona Latarnia), zagrał już w całkiem sporej ilości filmów, sam większość z nich widziałem (pierwszym był chyba Wieczny student)* i muszę stwierdzić, że jego kariera rozkręca się naprawdę w niezłym kierunku. Nadal jest on aktorem głównie do ról w komediach czy też różnego rodzaju filmach akcji, lecz widziałem kilka zagranych przez niego ról dramatycznych** i naprawdę ma on spory potencjał oraz na pewno nie raz nas czymś zaskoczy – musi tylko rozważnie dopierać scenariusze. Ale czy zaskoczył nas tym razem?

Oto o czym jest film: Paul Conroy jest kierowcą ciężarówki, pracującym dla prywatnej korporacji na terenie wciąż niebezpiecznego Iraku – on i jego koledzy zajmują się przewozem zaopatrzenia. Pewnego dnia zostają zaatakowani przez miejscowych rebeliantów, a główny bohater budzi się w ciemnej, zakopanej pod ziemią trumnie, mając do dyspozycji tylko kilka rzeczy, takich jak zapalniczka i telefon komórkowy, który pozwoli mu na kontakt z porywaczami lub władzami firmy, w której jest zatrudniony. Wszystkie jego poczytania i stany emocjonalne obserwujemy tylko i wyłącznie z perspektywy trumny w której jest zamknięty. Nie widzimy na ekranie żadnego innego aktora – możemy tylko usłyszeć jak bohater rozmawia z innymi przez telefon.

Jak widać jest to film jednego aktora, z czym mamy do czynienia zazwyczaj w kinie ambitnym, czy w tym przypadku też tak jest? Na swój wyjątkowy, amerykański sposób na pewno. Osobiście chciałem ten film obejrzeć już od dłuższego czasu, odkąd usłyszałem o nim na początku zeszłego roku, jednak teraz czuję się trochę zawiedziony. Nie twierdzę, ten film jest zły, po prostu oczekiwałem czegoś innego. Może ja bym zrobił to trochę inaczej. Dostałem film, który pokazuje co na terenie ogarniętym wojną z terroryzmem może spotkać zwykłego człowieka, który nie jest żołnierzem i który na własnej skórze przekonuje się jak prowadzona jest polityka rządu oraz jego pracodawcy względem terrorystów. Nie jest to film płytki i co najważniejsze wcale nie jest nudny – co na pewno nie było efektem łatwym do osiągnięcia pokazując widzom tylko jednego aktora. Nie twierdzę, że jest arcyciekawy ale spokojnie można przetrwać te półtorej godziny. Napięcie jest dawkowane dokładnie tak jak powinno, scenariusz jest dość przewidywalny lecz ma w sobie także kilka niespodzianek. To co w tym filmie zachwyca to zdecydowanie oświetlenie. Ludzie odpowiedzialni za tę część projektu odwalili naprawdę kawał porządnej roboty i mam nadzieję, że zostaną za to docenieni. Wspomniałem, że wolałbym inny film. Spodziewałem się Telefonu (to ten z Colinem Farrelem i budką telefoniczną w rolach głównych) w minimalistycznej i bardziej przerażającej formie. Innymi słowy, wolałbym zamiast irackich rewolucjonistów jakiegoś psychopatę, który złapał głównego bohatera na parkingu jednego z centrów handlowych, zakopał go w trumnie i teraz prowadzi z nim jakiegoś rodzaju chorą grę. Myślę, że coś takiego mogłoby bardziej oddziaływać na ludzkie lęki, bo jest bardziej nieprawdopodobne złapanie przez niezrównoważonego psychopatę niż uprowadzenie przez terrorystów w kraju ogarniętym wojną. Niemniej jednak film nie jest zły. Naprawdę. Gra aktora na niezłym poziomie, scenariusz mimo kilku dziur (np to że człowiek jest zamknięty w małej skrzyni, gdzieś pod ziemią, przez pół filmu rozmawia przez telefon, świeci płomieniem zapalniczki, a jednak cudownie nie kończy mu się tlen) potrafi zaskoczyć i zadowolić widza, no i ta naprawdę świetna gra światłem – i to przez wzgląd na nią zaproponuję wam poczekanie aż film wyjdzie na Blu-ray, bo w wysokiej rozdzielczości na pewno będzie się ją o wiele bardziej doceniać (oczywiście w ciemnym pokoju, to nie film na słoneczne popołudnie). Podobało mi się w nim jeszcze jedno, coś co uwielbiam jeśli spotyka mnie w filmie, jednak nie mogę tego zdradzić by nie psuć wam oglądania. Obejrzyjcie i oceńcie Pogrzebanego sami, a za tydzień przekonamy się czy warto było czekać 28 lat na kontynuację filmu TRON.

*po  namyśle stwierdzam, że pierwszą rzeczą jaką z nim widziałem był serial Oni, ona i pizzeria

**polecam Chaos Theory lub Świetliki w ogrodzie