Social Network – miliarderzy z przypadku

Już pod koniec miesiąca dowiemy się, który film zdominuje tegoroczne Oscary. Głównych faworytów jest dwóch: “The Social Network” i “Jak zostać królem”. Ten drugi dopiero niedawno zagościł w polskich kinach i niestety nie miałem jeszcze okazji go obejrzeć (co prawdopodobnie niebawem nadrobię), za to pierwszy widziałem już kilka miesięcy temu. Większość zapewne również już go widziała, przeczytała o nim pełno recenzji, odbyła wiele rozmów na jego temat podczas których jedni film chwalili, inni mówili iż jest strasznie nudny, a jeszcze inni byli w stosunku do niego po prostu neutralni. Temat powrócił kiedy film zdobył Złote Globy w najważniejszych kategoriach oraz nominację do Oscarów, więc chciałbym dorzucić trochę grosza do dyskusji.

W dzisiejszych czasach praktycznie każdy wie czym jest Facebook. Niemal każdy z tych co wiedzą, ma na nim swoje konto i profil. Lecz prawie nikt (mówię tu o zwykłych użytkownikach, a nie ludziach którzy interesują się Internetem i zjawiskami z nim związanymi) nie wie kto go wymyślił i jak rodził się ten największy na świecie portal społecznościowy. Z filmu Davida Finchera na pewno nie dowiemy się całej prawdy, ale kilka rzeczy jest w nim prawdziwych.

Mark Zuckerberg to student Uniwersytetu Harvarda, który przez zerwanie z dziewczyną, pod lekkim wpływem alkoholu i złości tworzy podwalinę Facebook’a – Facemash.com. Zostaje dzięki temu zauważony przez braci Winklevoss, którzy proponują mu współpracę w tworzeniu nowej uniwersyteckiej strony, na której będzie można założyć sobie konto i tworzyć własną sieć znajomych. Mark podłapuje ten pomysł do stworzenia własnej strony – TheFacebook, który to przerodzi się później w znaną nam obecnie formę. Całą historię poznajemy jako zeznania podczas dwóch rozpraw – Zuckerberg został pozwany przez wspomnianych braci Winklevoss za kradzież ich pomysłu oraz przez swojego dawnego przyjaciela, współzałożyciela Facebook’a, Eduardo Saverin’a, za obniżenie jego udziałów w firmie.

Film jest adaptacją książki pt “Miliarderzy z przypadku” autorstwa Bena Mezricha i tak samo jak ona nie jest wiernym odzwierciedleniem prawdziwej historii. Sam Zuckerberg powiedział, że film ma w sobie więcej fikcji niż prawdy, ale moim zdaniem założeniem twórców nie było stworzenie dokumentu, w przeciwnym razie pewnie ukazałby się w takiej właśnie formie. Za scenariusz odpowiada, moim zdaniem jeden z lepszych scenarzystów Hollywood, Aaron Sorkin. Został już za niego nagrodzony Złotym Globem, jest nominowany do Oscara, a ostatnio doceniła go również Gildia Scenarzystów Amerykańskich w kategorii najlepszy scenariusz adaptowany (za scenariusz oryginalny nagrodzona została “Incepcja”).

Od premiery filmu pojawiały się opinie, iż jest on “przegadany”, ale jaki może być? To nie jest film akcji, czy komedia (choć sporo w nim humoru wynikającego z aspołecznych zachowań głównego bohatera), to film o geniuszu, który tworzy największy na świecie portal społecznościowy, mający na celu zbliżać do siebie ludzi w sieci, choć on sam raczej odpycha innych od siebie. To opowieść o tym, że aby dojść do zamierzonego celu często nie ma się na uwadze dobra innych. “Nie zdobędziesz 500 milionów przyjaciół, nie zdobywając po drodze kilku wrogów” tak mniej więcej brzmiało hasło promujące film. Osoby nie znające w ogóle prawdziwej historii Marka i Facebook’a (ci znający także, zanim skrytykują że “to nie było tak!”) powinni pamiętać o tym, że jest ona jedynie podstawą do stworzenia fabuły filmu, że główne postacie są prawdziwe, jednak reszta niekoniecznie. Nie jest to obraz w pełni na faktach i należy brać to pod uwagę podczas jego oglądania. Co do “przegadania”, to jest to faktycznie film oparty na dialogach, a nie wartkiej akcji ale nie oznacza to, że jest nudny. Osobiście nie wynudziłem się na nim w ogóle i naprawdę mnie wciągnął.

Za reżyserię odpowiada David Fincher, twórca takich filmów jak “Siedem”, “Podziemny krąg”, “Gra” czy “Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”. Tymi filmami już na zawsze zaskarbił sobie grono fanów i mimo że, “The Social Network” odbiega od nich to wcale nie uważam, że jest gorszy. Jest po prostu inny. Podoba mi się, że Fincher próbuje czegoś nowego, żaden jego film nie jest taki sam. Z historii opowiedzianej w “The Social Network” wycisnął ile tylko się dało i według mnie z bardzo dobrym skutkiem. Oglądając film, widać również jak duży wpływ ma reżyser na jakość gry aktorów. Właściwie nie mamy tu nie wiadomo jakich gwiazd, właściwie jedynie młode pokolenie, które jeszcze nie zdążyło naprawdę zabłysnąć. Jesse Eisenberg (znany z “Adventureland” i “Zombieland”) jako Mark Zuckerberg wypadł naprawdę przyzwoicie, choć nie powala na kolana, ale jego postać da się lubić. Mimo że jest aspołecznym geniuszem to oglądając go na ekranie czujemy do niego sympatię. Andrew Garfield, którego znałem wcześniej jedynie z “Parnassus” (teraz będzie grać tytułową rolę w restarcie serii o Spider-Manie) również zagrał na poziomie. Jednak największą niespodzianką była moim zdaniem gra Justina Timberlake’a, który wciela się w Seana Parkera (twórca Napstera oraz współtwórca Facebook’a). Widywałem go już wcześniej w kilku filmach, zawsze grał dość przyzwoicie, ale tu naprawdę pokazał, że się do tego nadaje. Myślę, że jeśli podszkoli się trochę w warsztacie i kiedyś ktoś da mu szanse zagrania naprawdę rozbudowanej i mocnej postaci, to możemy go kiedyś zobaczyć ze statuetką w ręku i to nie tylko taką od MTV.

“The Social Network” nie jest filmem wybitnym. Nie jest również rewelacyjny. Jest porządnie zrealizowanym od strony technicznej i fabularnej dobrym filmem. Większość się na nim nie zanudzi, część się wciągnie, ale sam film na pewno nie powala. Myślę, że historia została tu dobrze opowiedziana i zasługuje na to żeby ją obejrzeć. Nie zasługuje jednak na wygranie oscarowego wyścigu. Chciałbym jedynie aby nagrodę za scenariusz otrzymał Aaron Sorkin. Jeśli ktoś filmu nie widział to wraca on znów na ekrany kin (taki zabieg przedoscarowy) a w marcu będzie dostępny na DVD i Blu-ray. Jest on idealny na deszczowe popołudnie, czym pasuje do tego, co mamy idealnie za oknem.

Poza “The Social Network” i “Jak zostać królem” faworytem w tegorocznych nagrodach Akademii jest “Fighter”. Ostatnie dwa filmy postaram się opisać jeszcze przed Galą, która odbędzie się pod koniec lutego.