Your Highness – śmieszne szybko przechodzi w żenujące

Przyznam że kiedy na początku roku zobaczyłem zwiastun tego filmu, to od razu wiedziałem, że będę chciał go obejrzeć. Zainteresowało mnie to, że prawie każda scena pokazana w tej „zajawce” była śmieszna, co dobrze rokowało na cały film. Ale jednocześnie podszedłem do tego z dystansem, gdyż w 9/10 przypadków zwiastun okazuje się być lepszy od całego filmu. Tym razem, było niestety podobnie…

Ogólny zarys fabuły to nic nowego; jest królestwo, którym rządzi wielki król, mający dwóch synów, z których starszy to dzielny i mężny wojownik, a młodszy to zadufany w sobie i arogancki leń, spędzający czas na rozmaitych uciechach życia codziennego. Do tego dochodzą zły czarownik, ukochana dziewica, piękna wojowniczka i kilku zdrajców. A wszystko to w panierce pełnej, typowego dla Amerykanów, wulgarnego i seksownego poczucia humoru.

Książę Fabious (James Franco) wraca ze swojej kolejnej wyprawy wraz z nową ukochaną (Zooey Deschanel) i szybko zostają poczynione przygotowania do ślubu. W trakcie składania przysięgi pojawia się zły czarownik Leezar (Justin Theroux), który porywa damę. Na ratunek ruszają książę, jego zgrana kompania oraz młodszy brat Thadeous (Danny McBride) dla którego to pierwsza w życiu wyprawa. Po drodze dołączy do nich także piękna Natalie Portman. Oczywiście nie będzie tajemnicą jak wszystko zakończy się szczęśliwie.

Jest to film, który najlepiej by się oglądało wieczorem, w towarzystwie kanapy, znajomych i sporej ilości alkoholu, gdyż na trzeźwo większość żartów po prostu nie jest śmieszna. Albo inaczej, jest śmieszna pod warunkiem, że dla kogoś jedyną przyswajalną formą humoru są teksty tylko o seksie i właściwie niczym więcej. Bo właśnie takie jest 95% tego filmu. Nie ukrywam, że wiele z nich jest naprawdę zabawnych, ale co za dużo to nie zdrowo. Widać, że twórcy uznali, iż główną grupą docelową będą amerykańscy nastolatkowie, bo chyba przeciętego dorosłego człowieka nie rozbawi do łez facet noszący na szyi penisa, którego odciął zabitemu wcześniej mitycznemu stworzeniu. Mimo że lubię obejrzeć czasami film, który kompletnie nie zmusi mnie do myślenia, na którym będę mógł się zrelaksować (ostatnio takim filmem był „Kac Vegas w Bangkoku”) to tu jednak czułem, że aż tak wyłączyć myślenia nie jestem w stanie. Zapowiadało się dobrze i uważam, że gdyby twórcy filmu wysilili się drobinę i dali więcej inteligentnych żartów, a nie tylko takich pt. „dupa, cycki, genitalia” to mogłaby być to bardzo fajna komedia, do której nawet chciałbym nie raz powrócić. Po prostu przedobrzyli. Nie mnie jednak film ma dwa duże plusy; pierwszy do Zooey Deschanel, a drugi to Natalie Portman. Ani jedna ani druga nie popisały się tu aktorstwem, ale na pewno przyjemnie było na nie popatrzeć.

Niestety, za każdym razem jak pojawia się na horyzoncie nowa komedia zza oceanu, która dodatkowo kusi dobrą obsadą, przychodzi wielki zawód. Na szczęście poziom komedii w USA wciąż jest wysoki w produkcjach telewizyjnych, lecz niestety w Polsce mamy mało okazji by się o tym przekonać. Na ekrany naszych kin lada dzień wejdzie film „Druhny”, który opisywany jest jako damska wersja „Kac Vegas” (coś jak wcześniej u nas było z „Testosteronem” i „Lejdis”) i z chęcią go obejrzę gdyż scenariusz napisała i zagrała główną rolę Kristen Wiig – aktorka należąca do ekipy Saturday Night Live, programu który od ponad trzech dekad „wychowuje” najlepszych komików Ameryki.