Winnie the Pooh – Kubuś i przyjaciele

Tekst ukazał się również w nowym numerze MY21

W ciągu ostatniej dekady nie mieliśmy zbyt wielu okazji do oglądania filmów animowanych zrealizowanych inaczej niż metodą komputerową, a na dodatek ostatnio wszystkie są robione w technologii 3D. Na szczęście w miniony piątek do naszych kin zawitał stary przyjaciel, powstały w starej dobrej technice animacji, bez niepotrzebnego trójwymiaru – Kubuś Puchatek.

Była to niewątpliwa przyjemność móc znów spotkać znajomych ze Stumilowego Lasu, których to nie widziałem od bardzo dawna, a wychowałem się na ich przygodach. Kubuś, Prosiaczek, Tygrysek, Królik, Kłapouchy, Kangurzyca wraz z Maleństwem oraz Sowa i Krzyś – kiedyś dawno temu to właśnie oni gościli raz w tygodniu na ekranie mojego telewizora by bawić i umilać wieczorny czas. A teraz powrócili na ekrany kin, dokładnie tacy jakich ich zapamiętałem.

Kilka miesięcy temu będąc w kinie zobaczyłem plakat zapowiadający nowy film z serii o Kubusiu zatytułowany „Kubuś i przyjaciele” i bardzo mnie to ucieszyło, że wciąż chcą przypominać tą postać, zwłaszcza młodemu pokoleniu, które to wychowuje się teraz na zupełnie innych bajkach i filmach animowanych niż ja będąc dzieckiem. Kolejny ukłon w stronę mojego dzieciństwa to to, że film został zrealizowany za pomocą tradycyjnej animacji. Nie w komputerze. Piękna kreska, kolory – dokładnie tak jak kiedyś, a może nawet lepiej. Przypomina to złote czasy studia Disney’a i ich rewelacyjne produkcje. Tym filmem udowodnili, że wciąż są w znakomitej formie i jeśli tylko zechcą to powrócą na pierwsze miejsce na podium.

Film jest bardzo krótki, bo trwa tylko godzinę, z czego ostatnie 10 minut to praktycznie w całości napisy końcowe. Ale nawet one są zrobione w ciekawy sposób; pojawiają się tam cały czas bohaterowie filmu i niejako tworzy się tam osobna historyjka, dlatego warto zostać do samego końca. Usłyszymy tu również wspaniałą muzykę i ładne piosenki. Tu muszę wyznać, iż ja widziałem film w oryginalnej wersji językowej, więc nie wiem jak się sprawdził polski dubbing, choć wiem że wiele lat temu był on na wysokim poziomie. Jednak żałuję, że w kinach nie ma do wyboru właśnie oryginalnej wersji, gdyż jest ona na pewno bardzo bogata językowo; nawet najlepszy tłumacz nie odda w pełni znaczenia gier słownych, które słyszymy na ekranie, a niektóre są bardzo fajne i niebywale zabawne. No właśnie, humor. „Kubuś i przyjaciele” to wspaniałe poczucie humoru; takie dziecinne, często naiwne i absurdalne. Dzięki temu oglądając ten film, ludzie starsi (mam na myśli takich co to już nie są dziećmi, ale niekoniecznie osiągnęli wiek emerytalny) mogą z nostalgią powrócić do beztroskich lat młodości. Tak jak ja. Kubuś ze swoim „małym rozumkiem” widzi świat takim, jaki pokazują mu jego oczy, nie zagłębia się w prawa jakie tym światem rządzą. Dla niego najważniejsze jest to by zawsze mieć przy sobie „małe co nieco” w postaci dzbanka ulubionego miodu. Mimo wszystko z jego przygód zawsze płynie jeden bardzo ważny morał, że najważniejsi na świecie są przyjaciele. Lekcja jakże prosta, ale jednocześnie jak rzadko dziś udzielana.

Polecam nowego „Kubusia” bez najmniejszego zastanowienia. Pomimo, że krótki to każdy powinien się na nim znakomicie bawić, nieważne czy mały czy duży. Ci pierwsi będą mogli na własne oczy przekonać się co to jest świetna bajka, znakomicie zrealizowana bez zbędnej ingerencji komputerów, a ci drudzy natomiast, będą mieli okazję przypomnieć sobie wspaniałe czasy, kiedy jedynym problemem był burczący brzuch.