Morning Glory – poranna chwała w Dzień Dobry TV

Skoro niedawno w podcaście była mowa o filmach kultowych, to na pewno każdy z nas ma jakichś aktorów, którzy w ich mniemaniu są właśnie kultowi. Ja również mam kilku takich na swojej liście, a jednym z nich jest Harrison Ford; aktor powszechnie znany i lubiany, wielki gwiazdor światowego kina, którego wielką karierę rozpoczęły role Hana Solo w Gwiezdnych Wojnach oraz najpopularniejszego archeologa świata, czyli Indiany Jones’a. Jego największe filmy dostarczały nam rozrywki przez całe lata 80-te i praktycznie całe 90-te, lecz przez ostatnie 10-15 lat już co raz rzadziej widywaliśmy go na srebrnym ekranie, a jego wielki comeback nastąpił w 2008 roku kiedy to po raz czwarty wcielił się w Henry’ego ‚Indianę’ Jones’a. Ostatnio mogliśmy go zobaczyć w filmie Morning Glory, znanym u nas jako Dzień Dobry TV.

Do obejrzenia tej pozycji zachęciło mnie kilka czynników; pierwszy to wspomniany wyżej Harrison Ford, a kolejne dwa to obecność dwóch kobiet. Młoda i piękna Rachel McAdams, znana między innymi z nowej odsłony przygód Sherlock’a Holmes’a oraz wspaniała aktorka Dian Keaton, którą ja ubóstwiam między innymi za tytułową rolę w Annie Hall (jednym z moich ulubionych filmów). Powiem tak, nie zawiodłem się, choć film nie przerósł moich niewygórowanych oczekiwań.

Młoda producentka porannego programu telewizyjnego zostaje zwolniona. Początkowo załamała sytuacją, poszukuje nowej pracy lecz bez skutecznie. W końcu zostaje zatrudniona w programie, któremu z roku na rok spada oglądalność i nic nie zapowiada tego, że będzie inaczej. Pierwszego dnia zwalnia jednego z prowadzących i zaczyna rewolucyjne zmiany.

Czy jej się udało? To chyba z góry wiadomo, ale droga z punktu A do punktu B jest moim zdaniem całkiem ciekawa. Cały film, poza wspomnianą trójką aktorów, ma jeszcze dwie gwiazdy drugoplanowe; pierwsza to Telewizja (a konkretnie jej kulisy) i to jak powstaje program oraz Nowy Jork. Są to dwie z wielu moich miłości, więc może dlatego ten film przypadł mi do gustu. Nie jest to może komedia na której będziemy się bawić wyśmienicie, tak jak na Diabeł ubiera się u Prady, którego to twórcy maczali palce właśnie w Dzień Dobry TV, ale na pewno nie raz pojawi się uśmiech na naszej twarzy. Będzie to spowodowane zapewne bardzo fajną rola Forda, który jest tu byłą wielką gwiazdą dziennikarstwa, która zgarnęła w swojej karierze wszystkie branżowe nagrody jakie tylko były do zdobycia. Jest wyniosły, pewny siebie, złośliwy. W prawdziwym życiu zapewne każdy z nas chciałby takiego działającego na nerwy skurczybyka, kopnąć w tyłek i wywalić przez okno, ale na ekranie da się go lubić. Jest on niewątpliwie największą zaletą tego filmu, choć muszę przyznać, że Rachel McAdams również dobrze tu wypadła. Przypomina mi trochę Anne Hathaway z Diabeł… i mam nadzieję, że będzie się w jej życiu pojawiać co raz więcej propozycji ciekawych ról, w których będzie mogła nam pokazać swój talent (urodę również). W najbliższej przyszłości będzie to druga część Sherlock’a Holmes’a oraz najnowszy film Woody’ego Allen’a.

Jest to całkiem przyjemna komedia, która w zamierzeniu miała być romantyczna, ale na szczęście nie jest. Oczywiście, mamy tu wątek znalezienia przez główną bohaterkę swojej miłości, ale nie jest to w tym filmie przeważające. Głównie widzimy tu młodą i ambitną kobietę, która podąża za swoim zawodowym marzeniem, przy okazji musi się użerać z wyjątkowo nieznośnym prezenterem, poznaje wielu nowych przyjaciół z ekipy, którzy z czasem przeradzają się w jej rodzinę. Kobietę, która odnajduje spełnienie i równowagę w swoim życiu. A wszystko to pokazane w bardzo dobrze przyswajalnej formie, idealnej na wieczorny seans na kanapie z drugą osobą.

Zapomniałem o pewnym małym ale jakże fajnym epizodzie; przełożonego głównej bohaterki gara również uwielbiany przeze mnie Jeff Goldblum, który nawet małymi rolami potrafi wznieść do filmu wiele humoru.