Super 8 – E.T. Osiem

J.J. Abrams, człowiek który dla mnie wziął się znikąd. Naprawdę, tak jak pewnie większość z was, bardzo długo nie wiedziałem co to za jeden. Zanim stał się sławny (tak na szeroką skalę) zajmował się głównie pisaniem scenariuszy; stworzył je między innymi do takich filmów jak Wiecznie młody z Melem Gibsonem czy Armageddon. Od razu widać, że ma pociąg głównie do gatunku SF. Pierwszą produkcją, która przyniosła mu międzynarodową sławę był serial Zagubieni, którego był scenarzystą, reżyserem, a także producentem. Następnie przyszła pora na wyreżyserowanie Mission: Impossible III, która to, po średnio udanej drugiej części, znów wróciła do dobrego poziomu kina akcji, jaki prezentowała „jedynka”. Do tej pory najgłośniejszym jego hitem była najnowsza część Star Trek, a w przeciągu dwóch lat powstanie jej kontynuacja, również wyreżyserowana przez Abramsa. Ale w tym roku pojawił się nowy film, dość wyczekiwany i zagadkowy. Atmosfera wokół niego była gorąca również dlatego, że producentem filmu był Steven Spielberg. Mocny duet.

Super 8. Sam nie wiem czego się po tym filmie spodziewałem. Chyba czegoś wielkiego, z rozmachem, co spowoduje że nie będę mógł przestać o nim myśleć po sensie. Zapowiadało się, że tych oto dwóch panów zrobi film niezwykły, szczególny, który będzie mógł się ubiegać o miano kultowego. Niestety, dostałem lekko odgrzany kotlet.

Film jest historią o grupie młodych przyjaciół, którzy są światkami katastrofy pociągu, która to sama w sobie nie wróży nic dobrego, a na dodatek wypadkiem szybko interesuje się wojsko, a dzieciaki muszą się kryć ze swym sekretem by nie wpaść w tarapaty. Szybko okazuje się, że chodzi o przybysza z innej planety, którego oczywiście wojsko chce dla siebie, a młodzież wplątuje się w całą aferę. Brzmi znajomo? Dokładnie, Super 8 to taka współczesna wersja E.T., które wyreżyserował pan Spielberg, tylko więcej tu wybuchów, nie mamy miłego, rozkosznego ludzika, który chce zadzwonić do domu, a rozwścieczonego wielkiego kosmitę, który trochę namorduje zanim dotrwamy do napisów końcowych. Ale nie jest tak ciekawie jak to brzmi. Film właściwie przez pierwszą godzinę jest dość nudny (poza sceną wykolejenia się pociągu), a przez drugą też można odrobinę poziewać. Ale jest w nim też kilka ciekawych scen, które warto zobaczyć. Całość, mimo że dla mnie nie była szczególnie ciekawa, jest po prostu profesjonalnie zrobiona; znakomite zdjęcia, kadry, światło czy muzyka. Wszystko tu jest spójne, nie ma nic  co znalazło się w tym filmie przypadkiem. Nie jest on też zbytnio napakowany efektami specjalnymi, co nie znaczy że ich nie ma, tylko pokazane są w taki sposób, że bynajmniej nie rażą, a po prostu wszystko dopełniają.

Mimo że mnie się Super 8 zbytnio nie spodobał, to nie twierdzę, że nie spodoba się nikomu. Sam znam kilka osób, które były tym filmem oczarowane i polecały mi go, więc może ja po prostu nie trafiłem z nim w dobry wieczór? Może jak zobaczę go jeszcze raz, za jakiś czas to spodoba mi się bardziej i go docenię? Bardzo możliwe, bo jest on w znakomitym klimacie lat 80-tych, czyli mojej młodości, więc powinienem się w nim odnaleźć. Na razie, polecam mimo wszystko zobaczenie go, bo od strony wizualnej naprawdę warto. Myślę, że spodoba się on głównie młodszej widowni; może będzie on dla nich takim filmem jakim dla mnie był E.T..

A skąd tytuł Super 8? Prawdopodobnie od nazwy formatu filmowego, nazywanego Super 8. Na takim właśnie kręcą swoje filmy bohaterowie filmu Abramsa.

 

  • http://www.adrianchudek.com Adrian Chudek

    Chyba po raz pierwszy się z Tobą nie zgodzę, wyłączając w to zdanie “Myślę, że spodoba się on głównie młodszej widowni”. Moim zdaniem, film byłby świetny… byłby… no właśnie. Dlaczego nie był? Bo część fabuły to najgorsze gówno jakie kiedykolwiek widziałem!

    !!! SPOILERY !!!

    Gdyby z filmu usunięto scenę “katastrofy” pociągu spowodowanego przez… no właśnie… SAMOCHÓD(?!), w którym to kierowca przeżył, a jego auto zostało lekko… powtarzam… LEKKO nadbite (nawet przednie światła się świeciły) to dałbym 4/6. A co z resztą punktów? Odjąłem je za bezsensowny wątek ojca głównego bohatera… Tyle się starał, biegał, niby chciał pomóc, a tak naprawdę nic nie zrobił. Widząc końcówkę filmu równie dobrze mogłoby go w nim nie być. 5/6. I w końcu “potwór” z kosmosu. Po co go w ogóle pokazywali? Cały film wyobrażałem sobie potwora na swój własny sposób. Był takim nieznanym cieniem jak w horrorach. Jego “niewidoczne” ataki nasilały we mnie napięcie… i naprawdę nie obraziłbym się, gdyby końcówka nie była tak spierdolona! Młodzi aktorzy poradzili sobie świetnie. Świetne teksty, świetna gra aktorska… był nawet wątek miłosny… Żałuję, że nie wyszedłem z kina zanim młodzi bohaterzy weszli pod ziemia w poszukiwaniu E.T.

    !!! KONIEC SPOLIERÓW !!!

    Podsumowując. Gdyby usunięto sceny wymienione powyżej film stałby się świetnym horrorem familijnym… o ile taki gatunek istnieje. Ale niestety, tak się nie stało – czego oczywiście bardzo żałuję, bo ogólnie wrażenie filmu jest dobre (mówię o sferze technicznej). Przepiękne kadry razem z cudownymi niebieskimi refleksami, piękna muzyka, która tylko w filmie brzmi świetnie i ogólne udźwiękowienie. Idzie się rozmarzyć :) Wielkie brawa dla Larry’ego Fong’a za zdjęcia.

    • http://www.adrianchudek.com Adrian Chudek

      Zapomniałem o jeszcze jednym…

      !!! SPOILER !!!

      Wisior głównego bohatera w ostatniej scenie w filmie leci w stronę statku… świetna scena pogodzenia się chłopaka z rzeczywistością. Ale dlaczego naszyjnik ojca blondyny nie poleciał, inne bronie, inne metale? Obcy sam wybierał co chce sobie zabrać?

  • http://www.facebook.com/Amat3uR Amat3uR

    Gdyby nie ostatni akapit, bym tupnął ze złości nogą. Zabieram głos, mimo iż filmu nie widziałem, ale po relacji znajomych wiem, że się zakocham :)

  • yasiek

    Zgodzę się co do tego, że gdyby nie pokazali tego potwora to były to o wiele lepszy film. Taki bardziej tajemniczy. Zwłaszcza, że ten potwór był jakiś taki dziwny. No ale mniejsza z tym. Zrobili to i popsuli film 😛
    Co do fabuły i absurdów w niej zawartych to Spielberg ma to do siebie, że w większości jego filmów pokazują się mało realne rzeczy 😉 – z ostatnich to np 4. część Indiany Jonesa, w których absurd gonił absurd, ale i tak się to fajnie ogląda :)
    Film jest fajny pod względem wizualnym, bo ma bardzo ładne zdjęcia i operator się naprawdę spisał, ale ogólnie to bez rewelacji.