X-Men: First Class – dobry powrót mutantów

Od 2000 roku mamy wysyp (a przynajmniej 1-2 rocznie) filmów będących ekranizacjami komiksów; najczęściej tych z wydawnictwa Marvel lub DC Comics. Mnie to osobiście bardzo cieszy, bo jestem fanem komiksowych superbohaterów i zawsze chętnie obejrzę jak ich przygody, a co najważniejsze, jak oni sami i ich supermoce zostały przeniesione na ekran. Oczywiście zdarzały się filmy będące bardzo słabe, jak chociażby Hulk w reżyserii Anga Lee czy Superman: Powrót Bryana Singer’a (co mnie bardzo zdziwiło, ale o tym później), Fantastyczna Czwórka (film ratowała chyba tylko piękna Jessica Alba), lecz było też sporo bardzo dobrych pozycji; nowe Batmany Nolana, obie części Iron Mana czy powracający po nieudanym poprzedniku Incredible Hulk. Choć jednymi z lepiej prezentujących się filmów gatunku są te, które opowiadają o przygodach X-Men’ów, a w tym roku mogliśmy zobaczyć piąty już film z tej serii.

Pierwsze dwa filmy o mutantach wyreżyserował wspomniany wcześniej Bryan Singer, który poprzednio zachwycił mnie genialnym Uczniem Szatana oraz Podejrzanymi, i muszę przyznać że właśnie dwie pierwsze części to najlepsze filmy ze wszystkich czterech, a szczególnie chyba część druga. Dlatego właśnie zdziwiłem się, że po tak dobrych filmach Superman wypadł tak słabo. Trzecia część X-Men: Ostatni bastion miała już innego reżysera i w moim odczuciu film nieco na tym stracił, jednak wciąż jest to przyzwoity film z tego gatunku. Następnie postał X-Men Geneza: Wolverine skupiający się na historii najsławniejszego z mutantów, Logana, czyli Wolverine’a. Dobry, choć miał zadatki na coś o wiele lepszego i na pewno wielu fanów zawiódł. Mnie również.

No i w tym roku w końcu na ekrany kin wszedł X-Men: Pierwsza klasa, który jest prequelem wszystkich wcześniejszych części, skupiającym się na postaciach Charles’a Xavier’a oraz Erika Lehnsherr’a, czyli Profesora X i Magneto, a także na relacjach między innymi i jak z bliskich przyjaciół stali się największymi wrogami.

Miałem obawy co do tego filmu. I to duże. Jakoś nie odpowiadała mi obsada, przerażał mnie lekko fakt, iż jest to prequel, czy też brak postaci Wolverine’a, który bardzo napędzał wszystkie poprzednie filmy i był ich olbrzymim plusem. Wiedziałem jednak, że sam pomysł na film jest dobry, tylko bałem się, że tak jak w większości przypadków, skończyło się jedynie na pomyśle i chęciach, a wykonanie padło. Obejrzałem i okazało się, że obawy były niesłuszne.

Film otwiera scena, która jest niejako rozszerzoną powtórką początkowej sceny z pierwszej części, tylko z innymi aktorami. Lekki niepokój ale…

Dwie główne role zostały moim zdaniem zagrane wyśmienicie; aktorzy spisali się właściwie bezbłędnie. Charles Xavier nie jest tu zawsze wszystko najlepiej wiedzącym i nigdy się nie mylącym Papą Smurfem czy Yodą, jakiego znamy z poprzednich filmów. Tutaj jest to inteligentny młody człowiek, który również popełnia błędy. Magneto nie jest od razu bezwzględnym przywódcą „złych mutantów”, a człowiekiem szukającym zemsty, który balansuje pomiędzy dobrem, a złem. Mamy tu wielu nowych mutantów, właściwie to wszyscy poza kilkoma postaciami są nowi, co wprowadza nieco świeżości i sprawia, że wszystko oglądamy z większym zainteresowaniem.

Pierwsza połowa to w sumie przedstawienie wszystkich bohaterów, pokazanie tego co kieruje ich wyborami i co stanowi fundamenty postaw jakie będą reprezentować w późniejszych (a właściwie wcześniejszych) filmach. I jest to wszystko pokazane w bardzo fajny i ciekawy sposób, który nie nudzi, a wręcz zachęca do tego byśmy oglądali dalej. A co do drugiej połowy, to mamy tu już przygotowania do finałowej potyczki, która to później następuje.

Ogólnie wrażenie jest bardzo pozytywne. Rzekłbym wręcz, że jest to pozytywne zaskoczenie, gdyż spodziewałem się dość słabego filmu, a otrzymałem ciekawą i dobrą rozrywkę. Film jest bardzo spójny względem poprzednich, nie ma za wielu rzeczy do których można by się przyczepić, a wątki są dobrze rozwijane i domykane. Nie jest łatwym zadaniem stworzyć taki prequel, by przypominając sobie inne części, wszystko tworzyło całość, ale twórcom Pierwszej klasy raczej się udało. Na tyle, że zachęcili mnie do odświeżenia sobie wszystkich filmów o X-Men’ach, bo przypomniał mi jak świetne one są i jak bardzo lubię postacie z tego świata.

X-Men: Pierwsza klasa to film lekki, łatwy i przyjemny, który wyśmienicie się nadaje na leniwe popołudnie, a bez znaczenia jest to czy jesteśmy fanami serii lub komiksów czy też nie. Każdy może się na nim dobrze bawić. Nie jest on może moim ulubionym filmem o mutantach, ale zajął drugą pozycję. Takiej jakości prequele, sequele czy remaki są moim zdaniem mile widziane; jeśli będzie powstawać więcej takich ekranizacji komiksów, to jestem na tak! Zwłaszcza, że film nie jest w 3D! Naprawdę mi się podobało i gdybym miał wrócić do punktowego systemu oceniania to chyba dałbym mu, pod wpływem emocji zaraz po senasie…

8/10

 

  • http://www.facebook.com/Amat3uR Amat3uR

    A czemu Wolverine Cię zawiódł?

  • http://malefilmidlo.pl yasiek

    Żeby nie było, Wolverine to fajny film, nawet wczoraj go sobie obejrzałem, ale po prostu jak szedłem na niego do kina to oczekiwałem jakiegoś mroczniejszego klimatu może. Sam nie wiem. Po prostu Wolverine w komiksie to brutal i chciałbym zobaczyć z nim film w stylu ostatniego Punishera.

  • http://www.pgkrzywy.pl Piotr

    Wolverine był zbyt ugrzeczniony. Ten film aż prosił się o kategorię R.