Fast Five – szybko i wściekle po raz piaty

Aby nie nudzić Was tylko i wyłącznie podcastem, przydałoby się, żeby od czasu do czasu pojawił się tu jakiś tekst. Niestety ja nie mam ostatnio za bardzo czasu na pisanie, ale z pomocą śpieszy Piotrek, który znalazł chwilę. Zapraszam do lektury i mam nadzieję, że spodoba się Wam na tyle, że zachęcicie Piotrka do częstszego pisania :)

Fast Five, czyli kolejna część serii znanej w Polsce pod tytułem Szybcy i Wściekli. Znów pierwsze skrzypce grają postacie z poprzedniej części. Vin Diesel jako napakowany twardziel i mistrz kierownicy, Dominic Torreto, oraz Paul Walker jako były agent FBI i jego przyszły szwagier, Brian O’Conner. Obaj znów wsiadają do aut… i szybko z nich wychodzą.

Nie jestem fanem szybkich samochodów, a odbierając dowód osobisty nie leciałem od razu zapisać się na prawo jazdy. Do poruszania się po mieście i kraju zdecydowanie wolę korzystać z dobrodziejstw komunikacji miejskiej i pociągów – nie znaczy to jednak, że nie lubię filmów z serii Szybcy i Wściekli. Uwielbiam letnie blockbustery i chętnie idę na nie do kina. Z przyjemnością siadam z paczką chipsów i butelką piwa przy komputerze, gdy tylko tytuł który przegapiłem pojawi się na DVD. Liczę wtedy na niewymagającą intelektualnie rozrywkę, nie przywiązuję wagi do realizmu. Nie szukam wielowątkowej fabuły czy głębokiego przesłania, ale wszystko na swoje granice. A najnowsza odsłona serii czyli Fast Five te granice przekracza. Mimo nisko postawionej poprzeczki bardzo mnie zawiodła.

To już nie jest widowisko w którym wyścigowe samochody są na pierwszym planie. Są tylko tłem dla mętnej, nie trzymającej się kupy fabuły. Film jest świeży, więc nie będę umieszczał zbyt wielkich spoilerów, ale nie oszukujmy się – fabuła nie jest tutaj i tak istotna. Dość powiedzieć, że tytuł i poprzednie części sugerują, że będziemy mieć do czynienia z filmem o nielegalnych wyścigach samochodów. Tylko problem w tym, że ten wątek zgubił się gdzieś po drodze. Fabuła filmu zaczyna się tym, że w efekcie wydarzeń z części czwartej Torreto został skazany, ale Brain wraz z jego siostrą Mią uwalniąją go z transportu więziennego. W rezultacie cała trójka trafia na listy gończe i zmuszona jest uciekać ze Stanów – aż do Rio, gdzie osadzony jest film.

Ciągle nie mogę wyjść z podziwu jak naturalnie Brian ze stróża prawa i porządku stał się pospolitym kryminalistą. Tak to jest z ciemną stroną mocy – jest kuszącą i łatwiejszą ścieżką. Tylko przez to ciężko mi kibicować “bohaterom”, skoro stali się przestępcami, a ich zamiary nie są szlachetne. Nie cofają się przed niczym, byle tylko zdobyć upragnione dolary i udać się na (nie)zasłużoną emeryturę do Krajów W Których Nie Obowiązuje Ekstradycja. I jak to robią? Po trupach do celu. Najlepszym pomysłem jaki im przychodzi do głowy jest “the one last job”, w której celem jest skarbiec pełen pieniędzy. Kończy się to karykaturalnym połączeniem Niezniszczalnych z Ocean’s Eleven.

Efekty i pościgi są mimo wszystko najmocniekszą stroną tej produkcji – zakładając, że zapomnimy na półtorej godziny o zdrowym rozsądku i prawach fizyki. Nakręcony jest poprawnie, muzyka, efekty dźwiękowe czy sceny akcji są po prostu dobre, ale tych samochodów i pościgów jest stanowczo za mało! Czarę goryczy przelewa jedna konkretna scena: bohaterowie chcą wygrać zdobyć nową furę, więc udają się pod most wziąć udział w wyścigu. Dogadują się co do zasad “auto za auto”, po czym widzimy cięcie. W następnej scenie od razu wracają do kryjówki ze swoim nowym nabytkiem. Czy naprawdę nie lepiej było poświęcić kilka minut strzelaniny na kolejny race?

Film jest przy tym strasznie nierówny, a patos i wzniosłość, gdy Torreto głośno mówi o wartości Rodziny przeplatają się ze scenami z tanich komedii, jak wybuchające toalety i pseudośmieszne dialogi. Czy będzie happy-end, a wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie? Tego Wam nie zdradzę, ale jest już pewne, że pojawi się część szósta oraz siódma. Aż strach pomyśleć, jaką tam zaserwują nam fabułę, mimo że można mieć pewne podejrzenia – nie gaście za szybko monitora, po napisach jest dodatkowa scena. Do obsady może dołączyć Jason Statham.

Końcowa ocena: 6/10

Może jestem dla filmu zbyt ostry, a fani szybkich samochodów (i grupa docelowa odbiorców do której chyba nie należę) znudzili się oglądaniem wyścigów i zapragnęli filmu akcji? To pytanie skierować mogę do Was, bo może myślicie zupełnie inaczej i w przeciwieństwie do mnie chcielibyście potencjalnego widza do filmu zachęcić? Odpowiedzcie w komentarzach.

 

o autorze: Piotr Grabiec. Rocznik ’88, student Politechniki Warszawskiej i początkujący bloger. Entuzjasta ery post-PC, web 2.0 i Social Media, a przy tym trochę geekowaty fan Androida i Gwiezdnych Wojen. Mieliście okazję posłuchać go w już w kilku odcinkach, w tym w specjalnym wydaniu o Star Wars. Więcej na www.about.me/pgkrzywy

 

  • Panlesniak

    Jesteś odrobinę za ostry dla 5 części. Kto oczekuje wiele od tego typu kina ? Jest to kino typowo rozrywkowe, mało wymagające od widza, a zatem nie wymagajmy za wiele od takich filmów. Pozdrawiam.