Ocalony (2013)

STAR_30STAR_30STAR_30STAR_30Ocalony

Pomimo tego, że wojna jest w kinie obecna (w życiu niestety również) od wielu, wielu lat, to zrobić dobry film wojenny jest nie lada sztuką. Odświeżyłem sobie ostatnio jeden z lepszych filmów tego gatunku, który został wyprodukowany zaledwie rok temu. Wciąż jest nadzieja na kino wojenne na wysokim poziomie, a „Ocalony” to film, jakiego nie widziałem od bardzo dawna.

Film miałem okazję zobaczyć po raz pierwszy w kinie kilka miesięcy temu. Muszę przyznać, że długo czekałem na jego polską premierę i wychodząc z seansu byłem nim zachwycony. Kiedy już wydanie Bluray zawitało na mojej półce, chciałem jak najszybciej sprawdzić czy kolejny raz będzie tak samo dobry. Był.

Kino wojenne to nie nowość. Właściwie każda dekada, począwszy od lat pięćdziesiątych, raczyła nas produkcjami tego gatunku. W latach osiemdziesiątych wszystko nieco przycichło, by na przełomie tysiącleci powrócić w wielkim stylu. Przeżyło ono wówczas swój renesans i zostało pokazane na nowo. Większy realizm w ukazywaniu okropności wojny zdawał się być najważniejszym założeniem twórców. Mogliśmy rozkoszować się takimi przebojami jak „Szeregowiec Ryan” Stevena Spielberga, „Cienka czerwona linia”, „Helikopter w ogniu”, „Wróg u bram” oraz dwoma filmami Clinta Eastwooda o bitwie o Iwo Jimę. Nie możemy również zapomnieć o serialu produkcji HBO „Kompania braci”, który stał się jedną z najważniejszych pozycji telewizyjnych, nie tylko w gatunku wojennym.
Po atakach na Nowy Jork i Pentagon w 2001 roku, Hollywood zaczęło niemal raz w roku produkować film o wojnie w Iraku i Afganistanie. To właśnie w tym drugim dzieje się akcja „Ocalonego”, który jest według mnie najlepszym filmem gatunku od czasów „Helikoptera w ogniu” Ridley’a Scotta.

„Ocalony” jest filmem opartym na faktach (tak, tych autentycznych), a dokładniej, jest ekranizacją książki, która opowiadała prawdziwą historię. Historię oddziału jednej z najbardziej elitarnych wojskowych jednostek specjalnych na świecie – Navy Seals. Mają oni za zadanie zlikwidować jednego z ważnych członków Al-Kaidy i na pozór owe zadanie nie miało się niczym różnić od wielu poprzednich misji. Przybycie do punktu startu, przemieszczenie się drogą lądową do celu, zlikwidowanie go i powrót do bazy. Jak nie trudno się domyślić, coś poszło nie tak jak planowano i wszystko wywróciło się do góry nogami. Cały oddział znalazł się pod silnym ostrzałem terrorystów.

Sam film jest ciekawy pod kątem aktorów, którzy grają tutaj pierwsze skrzypce. Jako że film wojenny jest poniekąd filmem akcji, to dobór obsady musiał pasować do takiego rodzaju kina. Przede wszystkim taki aktor musi mieć dobrze zbudowaną sylwetkę i spełniać pewne wymogi fizyczne, by widz był w stanie uwierzyć, iż na ekranie widzi prawdziwych żołnierzy. I tak oto w główne role wcielają się Mark Wahlberg, Taylor Kitsch, Emile Hirsch oraz Ben Foster. Oczywiście są to aktorzy, którzy nie tylko dobrze wyglądają, ale potrafią również pokazać swój aktorski warsztat, co według mnie w tym filmie udowadniają. Drobną rolę drugoplanową odgrywa tutaj również Eric Bana, którego mogliśmy kilka lat tamu zobaczyć we wspomnianym wcześniej „Helikopterze w ogniu”.

„Ocalony” pomimo tego, że pod wieloma względami przypomina typową wojenną produkcję, do jakich zdążyli nas już przyzwyczaić twórcy z Hollywood, to jest ona też nieco inna. Na napisach początkowych możemy oglądać materiały wideo z prawdziwego treningu Navy Seals. Z pozoru myślałem, że jest to tylko taki „chwyt”, ale w ostatecznym rozrachunku okazało się, że był to zabieg bardzo ważny dla całego filmu, który pomógł spojrzeć na wszystko nieco inaczej. Film charakteryzuje się wysokim poziomem realizmu, który to powinien mieć miejsce chyba w każdym filmie wojennym. Nie brakuje tutaj oczywiście patosu, ale chyba nikt nie spodziewał się jego braku, oraz tego że żołnierz postrzelony 10 razy, wciąż będzie z tym swoim karabinem biegał i strzelał do złych ludzi. Jakby padali od razu, to filmu byśmy nie chcieli oglądać. Takie elementy są w kinie akcji niezbędne i jestem tego absolutnie świadom, dlatego nie zaliczam tego do wad filmu. Są jednak tutaj sceny, które nakręcone są w rewelacyjny sposób. Praca kamery i zdjęcia oddają okrucieństwo walki i ból jej uczestników. Pokazanie takich rzeczy, powinno być jednym z głównych założeń tego typu kina. Nie może nas ono przecież do wojny zachęcać.
W „Ocalonym” jest jedna scena, która zrobiła na mnie niesamowite wrażenie pod względem realizmu. Jeden z żołnierzy zostaje postrzelony w płuco. Konając przy drzewie głęboko oddycha, a my możemy usłyszeć świst przedziurawionego płuca. Mocna scena.

Najważniejszą rzeczą, jaka według mnie płynie z tego filmu jest fakt, że nawet najdoskonalszy trening i przygotowanie do walki, nie oznaczają że ją wygramy. I to właśnie teraz ważny staje się ten początek filmu i pokazanie szkolenia żołnierzy. Byli oni przekonani, że po piekle jakie przeszli w obozie szkoleniowym i na kilku udanych misjach, nikt nie jest wstanie ich pokonać. Wystarczył górzysty teren, grupa tubylców, która znała go jak własną kieszeń i już całe szkolenie poszło jak krew w piach.

Według mnie „Ocalony” jest jednym z najlepiej udźwiękowionych filmów zeszłego roku, jeśli nie ostatnich lat. Pod względem technicznym, jest to jedna z największych jego zalet. Dodajmy do tego znakomite zdjęcia i dobrze prowadzoną akcję, a otrzymujemy wyśmienity film.

„Ocalony” nie każdemu się spodoba, ale jeśli jesteście fanami kina wojennego, zwłaszcza w klimatach „Helikoptera w ogniu”, to powinniście być usatysfakcjonowani. Pomimo tego, że film trwa dwie godziny, nie sposób się na nim nudzić. Owszem, pierwsza godzina jest dość spokojna, polega przede wszystkim na przygotowaniach do misji i na wyruszeniu na nią. Jednak w połowie, kiedy już następuje zwrot akcji, mamy praktycznie nieustanne piekło. Polecam gorąco ten film. Dawno nie widziałem tak dobrego kina wojennego. Reżyser Peter Berg nie stworzył widowiska z wielkim rozmachem. Postawił na historię zbudowaną na kilku postaciach, na klimacie i sporym realizmie. Dodatkowo zadbał o znakomity aspekt techniczny. Wszystko to sprawia, że naprawdę warto ten film obejrzeć.

Polecam również zostać na napisach końcowych, gdyż pokazani są oryginalni bohaterowie tej historii oraz krótki opis tego, co miało miejsce już po wydarzeniach z filmu.