X-Men: Przeszłość, która nadejdzie (2014)

STAR_30STAR_30STAR_30STAR_30film.org.pl_x-men-1

Mutanci powracają. Po udanym restarcie serii, jakim był film „X-Men: Pierwsza klasa”, na krześle reżysera zasiada twórca dwóch pierwszych filmów, czyli Bryan Singer. Miałem przeczucie, że wyjdzie z tego coś dobrego. Nie myliłem się.

Filmów o mutantach ze stajni Marvela mieliśmy już łącznie sześć. Ten jest siódmy i był to zdecydowanie jeden z tych filmów, na które czekałem w tym roku najbardziej. Cała historia jest bardzo ciekawa, ponieważ łączy ze sobą posta- cie znane z pierwszych filmów o X-Menach z tymi z „Pierwszej klasy”. Przypomnę, że w tym ostatnim poznaliśmy początki przygód naszych bohaterów, a w ich role wcielili się między innymi James McAvoy, Michael Fassbender czy Jennifer Lawrence. Powracają oni w tym filmie. Całość zaczyna się jednak w dalekiej przyszłości, kiedy to mutanci stoją przez zagrożeniem całkowitej eksterminacji. Postanawiają zapobiec tym wydarzeniom, podróżując w czasie do lat siedemdziesiątych XX wieku. Okazuje się jednak, że jedyną osobą, która może przetrwać taką podróż, jest Wolverine – w tej roli powraca Hugh Jackman. I tak oto rozpoczyna się misja ratowania przyszłości mutantów.

Historia bazuje na popularnym komiksie „Days of Future Past” i moim zdaniem została opowiedziana rewelacyjnie. Genialnie łączy ona bowiem starą serię z nową, wyjaśniając również sporo nieścisłości (tworząc przy okazji kilka nowych, ale wyłapać je mogą raczej tylko prawdziwi fani serii). Warto również nadmienić, że największą przyjemność z oglądania filmu czerpie się znając po- przednie części, jednak jeśli ktoś ich nie widział, także powinien się znakomicie bawić. Wszystko to ze względu na świetną akcję, która towarzyszy nam przez cały film.

Nie jest to jednak akcja przez 100% seansu. Scenariusz został napisany tak, że całość jest idealnie wyważona. Kiedy wymagane są sceny akcji, mamy je. Kiedy chcemy się pośmiać, dostajemy przyjemną dawkę humoru. Mnie najbardziej przypadły do gustu w „Przeszłości, która nadejdzie” wyśmienicie napisane postaci oraz ich aktorskie wykonanie. Już w „Pierwszej klasie” McAvoy i Fassbender udowodnili, że znakomicie nadają się do ról przywódców dwóch obozów mutantów i wypadają w nich nie gorzej niż ich starsi koledzy – Patrick Stewart oraz Ian McKellen, którzy w tym filmie również się pojawiają. Dialogów jest tutaj sporo, ale są one bardzo ciekawe i idealnie wpływają tu na całą historię. Konwersacje pomiędzy Xavierem a Magneto są napisane na wysokim poziomie i słucha się ich znakomicie. Cieszy mnie to, że twórcy nie zdecydowali się na przeogromną ilość efektów specjalnych, które miałyby przyćmić fabułę (tak jak miało to miejsce np. w „X-Men: Ostatni bastion”). To samo się tyczy liczby prezentowanych mutantów. Obawiałem się, że skoro łączymy tu ze sobą dwie serie, to nastąpi przesyt postaci i jako widzowie nie będziemy wiedzieć, na kim się skupić. Twórcy rozwiązali to bardzo zgrabnie, ponieważ przez większość czasu oglądamy jednak bohaterów znanych z „Pierwszej klasy” i to głównie na kilku z nich. Pojawia się tutaj pewna nowa postać, której może nie mamy na ekranie dużo, ale sceny z nią są jednymi z najlepszych w całym filmie. Mowa o Quicksilverze. Już sama scena w więzieniu z jego udziałem to duży argument przemawiający za seansem.

Efekty specjalne zastosowane w filmie stoją na naprawdę wysokim poziomie (zwłaszcza w sekwencjach z przyszłości) i nie mógłbym się ich absolutnie przyczepić. Cała oprawa wizualna to uczta dla oka, a tym bardziej cieszy fakt, że jest ona idealnie wyważona z całą resztą.

„X-Men: Przeszłość, która nadejdzie” to znakomity przykład dobrej kontynuacji historii z poprzednich filmów. Wielka w tym na pewno zasługa zaangażowania w projekt Bryana Singera, który zapoczątkował całą serię. Świetnie połączył ze sobą to, co lubiliśmy w pierwszych filmach, z tym, co pokazała nam „Pierwsza klasa”. Aktorzy odgrywają swoje role tak jak tego oczekiwałem, a sama historia nie pozwalała mi się nudzić w kinowym fotelu. Cieszę się, że powstanie kolejny film, bo po tym, co zobaczyłem tutaj, chcę więcej. Przy okazji nadmienię, że warto zostać do końca napisów, gdyż pojawia się tam scena nawiązująca do tego, co zobaczymy w „X-Men: Apocalypse” w 2016 roku.

Powyższy tekst pochodzi z archiwalnego iMagazine 07/2014

imagazine