Tramwaj zwany pożądaniem (1951)

STAR_30STAR_30STAR_30STAR_30STAR_30streetcar_named_desire_xlg

„Tramwaj zwany pożądaniem” to film, wobec którego nie da się przejść obojętnie. To tak jakbyśmy, idąc ulicą, znaleźli wielki diament. Przejdziecie po prostu obok? Tak samo jest w przypadku tego filmu.

W roku 1951 wielki reżyser Elia Kazan stworzył film na podstawie znakomitej sztuki Tennessee Williamsa. W rolach głównych pojawili się Vivien Leigh, Marlon Brando, Kim Hunter i Karl Malden. Cała czwórka zasługuje na największe brawa, jednak ja skupię się za chwilę przede wszystkim na dwójce z nich.

Całość jest historią pewnej kobiety, która przyjeżdża w odwiedziny do swojej siostry. Siostra to już mężatka, ale pozwala się zatrzymać naszej bohaterce u siebie na kilka dni. Szybko okazuje się, że będzie to nieco dłuższy okres, a bohaterka wcale nie jest taką łatwą do współżycia kobietą – problemów trochę sprawi. Mąż siostry od razu się na niej poznaje i wie, że nie będzie łatwo,więc lepiej od razu ją zniechęcić do pozostania pod jednym dachem. Nie wychodzi. A że sam nie jest aniołkiem, gdyż lubi to sobie wypić, to w karty zagrać, to trochę awantury zrobić (w końcu jest z pochodzenia Polakiem, nie ma co się dziwić), to walka jest zaciekła przez cały film. Taka to historia, którą w zasadzie sami musicie poznać, ale powiem Wam, że warto i nie ma co się zastanawiać.

„Tramwaj zwany pożądaniem” to jeden z najlepszych i największych filmów w historii. Dlaczego? Przede wszystkim genialny scenariusz. Sztuka Tennessee Williamsa jest znakomitym materiałem, zarówno do wystawiania na deskach teatru, jak i do adaptacji filmowych. Do tej pory aktualna i potrafiąca zszokować widza. Kolejny powód to reżyser – Elia Kazan. Człowiek, który w swoim życiu zrobił wiele filmów wpisujących się do kanonu światowej kinematografii. Wspaniały i wielki. Któż z miłośników kina nie słyszał o „Viva Zapata!”, „Na nabrzeżach” czy „Na wschód od Edenu”? Te tytuły mówią chyba same za siebie.

Trzecim powodem, dla którego „Tramwaj zwany pożądaniem” jest znakomitym filmem, są aktorzy. Zwłaszcza dwójka: Vivien Leigh oraz Marlon Brando. Leigh, znana szerszej publiczności głównie z roli Scarlett O’Hary w „Przeminęło z wiatrem”, tutaj pokazuje kunszt, o jakim wielu aktorów wciąż może jedynie pomarzyć. Rewelacyjna i zjawiskowa Leigh kreuje postać na granicy szaleństwa, która często nie wie już, co jest prawdą w jej życiu, a co nie. Jest w tym wszystkim tak autentyczna, że rodzi się w nas chęć, by jej pomóc, ale wiemy, że to niemożliwe. Pozostaje nam jedynie jej współczuć.

Przejdźmy jednak do najważniejszego. Do głównego punktu programu. Do wisienki na torcie. Marlon Brando. Matko i córko! Aktor wybitny, aktor totalny i jedyny w swoim rodzaju. Racja, jest wielu znakomitych aktorów, ale tylko Brando był… Marlonem Brando. Grając w „Tramwaju…”, miał jedyne 27 lat, a już stworzył postać tak jak wielu aktorom nie udało się to przez ich całe długie życie. Marlon Brando w tym filmie nie był Marlonem Brando, on był Stanleyem. Był całkowicie w roli i patrząc na ekran, wierzymy we wszystko, co się na nim dzieje. Stworzył kreację, która zapada w pamięć i już nigdy nie będziemy w stanie jej z siebie wyrzucić. Na dodatek, i te słowa kieruję przede wszystkim do Czytelniczek (mamy takie, prawda?), jak on wyglądał! Jakbym miał wybrać czyjś wygląd zamiast swojego, to Marlonem Brando chciałbym być. Tak!

„Tramwaj zwany pożądaniem” to film, który zobaczyć musi każdy. Ja widziałem go wiele lat temu po raz pierwszy, ale niedawno miałem to szczęście, że obejrzałem go w jednym z kin studyjnych. Niezapomniane przeżycie, które polecam każdemu. Scenariusz, reżyseria i aktorzy tworzą idealną mieszankę tego, co owocuje miłością do kina. Jeśli jeszcze go nie kochacie z całego serca, po tym filmie na pewno zaczniecie.

Powyższy tekst pochodzi z archiwalnego iMagazine 08/2014

imagazine

  • http://poprostuadamek.pl Dawid Adamek

    Z recenzją się zasadniczo zgadzam, ale mam małą sugestię – brakuje mi tutaj potwierdzenia tych wielkich słów którymi operujesz. :) Rozumiem, że jest wybitny, świetny, to są sprawne i ładne epitety, ale dlaczego to aktorstwo jest takie wybitne? Dlaczego scenariusz jest genialny? Czym się tak wyróżniają na tle innych obrazów, że to jeden z najlepszych i największych filmów w historii? Chciałbym się tego z recenzji dowiedzieć, dlaczego tak właśnie uważasz. Szczególnie gdy mowa o klasykach. :)

    No i zabawnie brzmi zestawienie zdań, w których piszesz, że żaden inny aktor mimo swego talentu nie jest Marlonem Brando, a potem chwalisz Brando za to, że jest Stanleyem, a nie… Marlonem Brando. 😀

    Nie mniej jednak – two thumbs up!

    • http://malefilmidlo.pl/ Jan Urbanowicz

      Jak przeczytasz uważnie, to wszystko masz tu napisane. :) A sam tekst nie ma być analizą całego filmu, a jedynie drobną zachętą do tego, by obejrzeli go ludzie, którzy go nie widzieli.

      Zestawienie tych dwóch zdań się z żadnym stopniu nie wyklucza. Stwierdzenie, że według mnie, żaden inny aktor nie miał i nie ma takiego talentu jak Marlon Brando, a później potwierdzenie tego przez to, że całkowicie staje się on swoją postacią na ekranie i nie widzę już aktora, ale tę postać właśnie. Przecież to logiczne. :)

      • Marek Świt

        “Jak przeczytasz uważnie, to wszystko masz tu napisane. :)” – no właśnie nie masz (pytanie, kto tu nie uważnie czyta czy też raczej pisze), i zgadzam się z Dawidem, że za dużo tu ogólników bez konkretów (w podkaście zresztą też zbyt często operujesz ‘pustosłowiem’). W recenzji nie wystarczy napisać, że coś jest genialne, genialne, genialne, bo to nic nie wnosi. Zamiast tego wystarczy dać ocenę i już.

        Nie zgadzam się z Dawidem :) co do kwestii tych zdań o Marlonie. Po prostu samo zdanie “Racja, jest wielu znakomitych aktorów, ale tylko Brando był… Marlonem Brando.” jest groteskowe. Bo kto niby miałby nim być, jak nie on sam? Eh… 😀

        Z recenzji niewiele się dowiedziałem…w zasadzie nic, prócz tego, kto w nim grał, kto reżyserował i że autorowi się bardzo podobało. Nota bene: czy naprawdę uważasz, że argument “iksiński zrobił świetne filmy” działa na zasadzie implikacji: ” to i ten film musicie uznać za świetny!”? Czyżbyś nie był świadom, jak wielu fantastycznych twórców porobiło szmiry? Pierwsze z brzegu, które przychodzą mi na myśl: Ridley Scott, Francis Ford Coppola czy William Friedkin…

  • Leo

    Film jest w kinie Nowe Horyzonty we Wrocławiu od 5.09 do 8.09. :)