Narzeczona dla księcia (1987)

STAR_30STAR_30STAR_30STAR_30half_star_30Princess3

W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, powstało wiele filmowych produkcji z gatunku baśni i filmów przygodowych. Film, o którym zaraz przeczytacie, doskonale się w to wpisuje. W dodatku „Narzeczona dla księcia” jest filmem, który każdemu może się spodobać.

Pamiętam, jak pierwszy raz obejrzałem ten film. Było jakieś weekendowe popołudnie, z 15 lat temu, ja akurat byłem w domku na Mazurach i odpoczywałem po obiedzie przed telewizorem. Zmieniając kanał, trafiłem na początek tego właśnie filmu. Moją uwagę przykuło nazwisko aktora Cary’ego Elwesa, którego znałem przede wszystkim z głównej roli w „Robin Hood. Faceci w rajtuzach” czy drugoplanowej w pierwszej części „Hot Shots”. Zwiastowało to dobrą zabawę. W filmie zobaczymy również innych aktorów, których sporo osób powinno kojarzyć: Robin Wright (żona Franka Underwooda z serialu „House of Cards”), Mandy Patinkin (kto oglądał serial „Homeland”, to pewnie wie, że to on gra Saula Berensona), a oprócz tego Peter Falk czy Billy Crystal. Po zakończeniu seansu byłem zachwycony. Później przez wiele lat nie mogłem nigdzie tego filmu zobaczyć, ale w końcu się udało i ponownie byłem pod wrażeniem tego, jaki to jest dobry film.

Mamy tu olbrzymią liczbę tych elementów, które większość z nas uwielbia: pojedynki, miłość, zemstę, akcję, przygodę i świetny humor. Film opowiada o księżniczce, która zakochuje się w prostym chłopcu. On oczywiście odwzajemnia to uczucie całym swoim sercem. Jednak los ich rozdziela; on wyrusza w podróż, ona myśli, że zginął i życie toczy się dalej. Pewnego dnia księżniczka, która jest zaręczona ze złowieszczym księciem, zostaje uprowadzona. Na ratunek rusza jej między innymi tajemniczy, zamaskowany szermierz. Tak w sporym uproszczeniu przedstawia się fabuła filmu.

Gdybym miał użyć jednego słowa, które by go opisywały, to byłoby to: genialny. Dlaczego? Bo tak jak już wspomniałem wcześniej, jest tutaj wszystko. Absolutnie wszystko, czego oczekuję od takiego rodzaju kina. Głównie humor, który w dużej mierze jest humorem słownym i sytuacyjnym, a taki właśnie jest najlepszy. Pojedynki – kolejny bardzo ważny punkt. One również przepełnione są ogromną dawką humoru (jeden z bohaterów przez prawie cały film wypowiada słowa: „Hello. My name is Inigo Montoya. You killed my father. Prepare to die” – chociaż może teraz nie wyda Wam się to zabawne).

„Narzeczona dla księcia” nie jest jednak żadną parodią gatunku. To bardzo zabawny film przygodowy dla całej rodziny. Pod względem tego, ile frajdy daje, mógłbym go porównać do innego hitu lat osiemdziesiątych – „Goonies”. Zastanawiam się, czy może on się komukolwiek nie spodobać. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonany, że praktycznie każdy odnajdzie w nim coś dla siebie i obejrzy go z czystą przyjemnością. Jeden z największych filmowych krytyków, świętej pamięci Roger Ebert, ocenił ten film (w swojej czterostopniowej skali) w 1987 roku na 3,5. Myślę, że powinna to być dla Was wystarczająca rekomendacja do obejrzenia tego filmu (jeśli nie przekonały Was moje poprzednie słowa). Zdecydowanie polecam.

Powyższy tekst pochodzi z archiwalnego iMagazine 07/2014

imagazine